Wypadki nurkowe Stres i sieci pl.rec.nurkowanie.

"Trimix Diver" (tekst pochodzi ze strony http://www.nurkowanie.v.pl/ a został opublikowany w "Nurkowaniu" Nr 12.2000)

Motto: "Nie ten nie ma wypadków, kto jest najlepszy na świecie, ale ten, co nie robi niczego".

Rzecz miała miejsce w jeziorze Białym koło Kartuz w czerwcu tego roku. Zaplanowaliśmy nurkowanie na głębokość 30 metrów z dojściem do głębokości operacyjnej po stoku i wynurzeniem w toni z realizacją symulowanej dekompresji oraz użyciem kołowrotków i boi dekompresyjnych. Każdy nurek posiadał zestaw dwubutlowy z dwoma automatami oddechowymi, boczną butlę dekompresyjną, latarkę lub dwie i błyskacz. Grupa składała się z dwóch dwuosobowych zespołów.

Wydawałoby się, że z tak wyposażoną grupą nie należy zbytnio obawiać się ewentualnych sytuacji awaryjnych.

Posiadaliśmy też informację o sieciach, których umiejscowienie dokładnie znał lokalny, obecny na miejscu instruktor. Ten fakt został uwzględniony podczas planowania nurkowania. Rozpoczęliśmy zanurzanie zgodnie z planem. Temperatura wody pod termokliną była standardowa, czyli zbliżona do 4 stopni, a widoczność ograniczona była słabą przejrzystością wody i marnym natężeniem oświetlenia. Na powierzchni padał rzęsisty deszcz. Płynęliśmy w dół stoku w taki sposób, że, najpierw płynęła pierwsza para, a w odległości około dwóch metrów druga para. Dysponowałem silnym źródłem światła o szerokim kącie świecenia. Latarka ta, typu rozdzielnego, posiada głowicę świecącą umocowaną do wierzchu dłoni tak, że nie trzeba trzymać jej w ręku. W miarę pogarszających się wraz z zanurzaniem warunków, nagle wzrosła nerwowość partnera. Płynąc kilkadziesiąt centymetrów z tyłu obok mnie, nerwowo oświetlał latarką wszystko wokół nie oświetlając terenu przed sobą. Chwilę później, na głębokości 26 metrów, w warunkach całkowitej ciemności, dostrzegłem w świetle latarki sieć rybacką rozciągającą się do około pół metra nad dnem. Nie miała prawa się tu znaleźć, a jednak była.

Pomimo dobrego oświetlenia sieci i dawania wyraźnych sygnałów mój partner nie widział jej i nie reagował na żadne próby zwrócenia uwagi na niebezpieczeństwo. W tym momencie postanowiłem odwrócić się plecami do sieci, przodem do partnera, aby nie dopuścić do wpłynięcia przez niego w sieć. Zatrzymałem się i pokazując wyraźnie "stop", zatrzymałem go. Nastąpiła seria znaków. Partner zrozumiał znak STOP i wzruszając ramionami, próbował mnie opłynąć. Ponieważ z tyłu za mną była sieć, a zatrzymaliśmy się na stoku, mój partner nie będąc wyważonym "na zero", opadał w dół. Dwukrotnie pchnąłem go w górę "pod stok", ale za trzecim razem wpadł na mnie i wepchnął mnie w sieć. W tym momencie, będąc unieruchomionym, nie byłem w stanie zapobiec temu, aby kompletnie nie reagujący na znaki partner wpłynął w sieć. Tak też zrobił. W tym momencie sytuacja była naprawdę groźna. O mnie i o partnera nie obawiałem się zbytnio. Znałem problem i wiedziałem, że sobie z nim poradzimy. Zdecydowanie bardziej obawiałem się o drugą parę. Płynęła przecież za nami, a przez "manewry" na dnie podniósł się muł. Groziło to wpłynięciem w sieć drugiej pary, która kompletnie nie widziała niebezpieczeństwa, gdyż było ono ukryte w podniesionym z dna mule. Sytuacja taka jest tym, co śni się wielu nurkom w sennych koszmarach.

Wpłynięcie w sieć w warunkach niemal zerowej widoczności na dość dużej głębokości (szybkie zużycie gazu oddechowego) i niskiej temperaturze (możliwość zamarznięcia automatu oddechowego). Horror! Zgodnie z przewidywaniami druga para wpłynęła w sieć. Sytuacja była naprawdę groźna. Cała grupa nurków uwięziona pod wodą w niemal zerowej widoczności i temperaturze wody ok. 4°C. W warunkach stresu, oprócz przyspieszenia akcji serca, mamy do czynienia z przyspieszeniem oddechu. Jest to naturalna reakcja organizmu przygotowująca nas do walki lub ucieczki.

Ów przyspieszony oddech może spowodować zamrożenie automatu oddechowego. Pomimo posiadania podwójnych zestawów i bocznych butli dekompresyjnych z nitroksem nadającym się jeszcze do użycia na tej głębokości, zamrożenia obawiałem się najbardziej. Opisywana przygoda przebiegała stosunkowo szybko. Tkwiłem w sieci z kompletnie oplecionymi do wysokości uda nogami. Wtedy doceniłem to, że oba noże, które miałem, przymocowane były do kamizelki.

Gdybym posiadał nóż przymocowany do nogi, nie sięgnąłbym do niego w żaden sposób. Po stosunkowo szybkim wycięciu się z sieci przystąpiłem do wycinania partnera. Tkwił zaplątany w sieci podobnie jak ja. Ręce miał wolne. Latarka, którą posiadał zwisała bezwładnie na pasku. Cały sprawiał wrażenie bezwolnego i przerażonego. Nie szarpał się, tkwił w bezruchu, posiadając latarkę i nóż. Miałem okazję zobaczyć podręcznikową postać jednej z odmian reakcji na stres.

Totalne poddanie się. Człowiek zrezygnowany oddycha coraz szybciej i płycej. Następuje koncentracja dwutlenku węgla i ofiara umiera na dnie ze sprawnym automatem w ustach. Wyglądało to niesamowicie. Po oswobodzeniu wrócił do siebie po kilkakrotnym szarpnięciu za ramię. Wycofaliśmy się "pod stok". Z wielką ulgą dostrzegłem, że druga para nie była już zaplątana w sieć. Podczas późniejszego omawiania nurkowania (bardzo gorącego) okazało się, że jeden z nurków drugiego zespołu wplątał się w nią, ale wyswobodził się.

Czwarty uczestnik widział okropne zamieszanie, lecz do końca nie zorientował się w tych warunkach, że mieliśmy do czynienia z siecią! Analizując później wspólnie owo zdarzenie, doszliśmy do wniosku, że przyczyną całego zamieszania był stres i brak dyscypliny. Niestety, objawił się on na krótką chwilę przed zaplątaniem w sieć, nie dając w ten sposób żadnych szans na uspokojenie partnera.

Komentarz Krzysztof Benducki

Wypadki rodzą się nie z jednego, ale z sumy wielu następujących po sobie błędów. Przygotowanie sprzętowe i wyszkolenie grupy powiązane z dyscypliną nie spowodowało następnych błędów. Groźna sytuacja zakończyła się szczęśliwie. Odpowiednie mocowanie noży, używanie przez część grupy latarek nie wymagających trzymania ich w ręku, czy też stosowanie błyskaczy, które bardzo pomogły nam odnaleźć się w tych warunkach, umożliwiło takie a nie inne zakończenie naprawdę niebezpiecznej sytuacji. Dlatego też zawsze pamiętajmy o możliwości spotkania się z siecią.

Bezpieczeństwo w takim przypadku można zwiększyć poprzez stosowanie odpowiednich przyrządów tnących, zamocowanych w miejscach dostępnych w sytuacji awaryjnej. Łydka, a nawet udo, nie jest najbardziej szczęśliwym pomysłem na ich mocowanie, a moim zdaniem usytuowanie tam jedynego noża jest błędem. W sytuacji zagrożenia człowiek przybiera odruchowo pozycję embrionalną. Krzyżuje ramiona i dłonie znajdują się wtedy dokładnie na wysokości obojczyka. Właśnie tam, na pasie kamizelki, warto umieścić jeden z noży.

Powinien być on skierowany w dół. Tak, by móc wyciągać go w maksymalnie prosty sposób. Warto też poćwiczyć wyplątywanie i wycinanie się z sieci na płytkiej (1 -1,5 m) wodzie pod kontrolą i z asekuracją. Pamiętajmy też o świeceniu przed siebie, by móc dostrzec sieć. Nie wolno też zapomnieć o standardzie w naszych wodach, jakim powinno być stosowanie minimum dwóch niezależnych automatów oddechowych. Olbrzymie znaczenie ma też dyscyplina nurkujących. W opisanym wyżej przypadku istniała potencjalna możliwość śmierci nurka (-ów) z powodu braku dyscypliny jednego z nich. Nurkowanie jest sportem zespołowym. Fundamentem tego sportu jest dyscyplina każdego z nurkujących.