Wypadek nurkowy - prom Jan Heweliusz 2008.

Jan Heweliusz zatonął 13 stycznia 1993 roku na Bałtyku w drodze ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji. Zginęło 55 osób, 20 członków załogi i 35 osób (wszyscy pasażerowie). Obecnie wrak jest często odwiedzany przez nurków i czasami dochodzi do tragedii.

Informacja ze strony wiadomości.onet.pl

Niemieckie służby ratownicze nie podjęły poszukiwań polskiego nurka, który zaginął w sobotę 20 września 2008r. we wraku promu "Jan Heweliusz". Potwierdziły to Polskiemu Radiu niemiecka policja oraz Stacja Ratownictwa Morskiego w Bremie.
Po przeszukaniu wraku, który spoczywa na dnie morza na niemieckich wodach terytorialnych, jeden z płetwonurków nie wynurzył się na powierzchnię. Jego poszukiwania nie przyniosły rezultatu. W wyprawie brało udział 10 nurków z Klubu Sportów Podwodnych "Barakuda" w Stargardzie Szczecińskim. Wynajęli w tym celu jednostkę "Baltic Lady".

Akcji nie podejmą ani służby niemieckie, ani polskie ratownictwo, bo nie jest to akcja ratunkowa, chyba że otrzymamy zlecenie np. od rodziny lub prokuratury - poinformowano w centrali Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa w Gdyni. Wtedy akcja odbywa się na koszt wnioskodawcy, który musi o nią wystąpić w formie pisemnej. Jak wyjaśnił dyżurny z MSPiR w Gdyni, argumentem przemawiającym za tym, aby dwa dni po zdarzeniu nie podejmować akcji poszukiwawczej, jest czas przebywania nurka pod wodą.

- Takie poszukiwania miałyby sens bezpośrednio po zaginięciu, mówię tu o minutach, kiedy nurek mógłby się np. w coś zaplątać - tłumaczył. Według służb ratowniczych podejmowanie teraz akcji byłoby bezzasadne tym bardziej, że inni płetwonurkowie jeszcze w sobotę sami szukali kolegi ponad godzinę pod wodą. Ciało nie wypłynęło też na powierzchnię. - Do tej pory mieliśmy najczęściej takie wypadki, że nurka udawało się wydobyć na powierzchnię wody - dodał dyżurny.

Zdziwiona informacją o niepodejmowaniu poszukiwań była jedna z członkiń klubu, z którą rozmawiała dziennikarka PAP. - Jeżeli te doniesienia się potwierdzą, wtedy zdecydujemy, co dalej - tak odpowiedziała na pytanie PAP, czy klub na własną rękę będzie próbował odnaleźć zaginionego kolegę.

Sprawę bada świnoujska policja. Jak powiedziała PAP jej rzeczniczka Małgorzata Śliwińska z przesłuchania uczestników feralnej wyprawy wynika, że dwaj nurkowie, z których jeden zaginął, wbrew zakazowi wpłynęli do wnętrza wraku, choć mieli świadomość, że jest to niebezpieczne. Śliwińska dodała, że z wyjaśnień przesłuchanych osób wynika też, że każdorazowo przed zejściem pod wodę, nurkowie byli instruowani o tym, co im wolno robić, a czego nie. Wszyscy uczestnicy wyprawy byli trzeźwi.

Zaginiony 42-letni płetwonurek od sześciu lat uprawiał ten sport. Pochodzi z okolic Stargardu Szczecińskiego.

Śliwińska poinformowała, że zebrane przez policję materiały w sprawie wypadku zostały przekazane świnoujskiej prokuraturze rejonowej.

Do wypadku doszło w sobotę ok. godz. 14. Członkowie wyprawy nurkowali w parach. Gdy zeszli do maszynowni, po jakimś czasie wynurzył się tylko jeden z nich i zaalarmował kolegów. Pod wodę zeszli pozostali nurkowie, którzy szukali zaginionego ponad godzinę. Gdy poszukiwania nie przyniosły rezultatu, wrócili do jednostki, którą przypłynęli do Świnoujścia, i dopiero ok. godz. 20.30 poinformowali polskie służby ratownictwa morskiego.

W niedzielę po południu klub wydał specjalne oświadczenie dla mediów w sprawie wypadku. Napisano w nim m.in., że w sobotę "zaplanowane były dwa nurkowania, z których pierwsze przebiegło zgodnie z planem". Podczas drugiego nurkowania "z nieustalonych do obecnej chwili przyczyn jeden z nurków nie wynurzył się na powierzchnię". Jego partner "po bezskutecznej próbie odnalezienia kolegi wynurzył się na powierzchnię i zaalarmował instruktorów zabezpieczających nurkowanie". Instruktorzy byli wtedy na pokładzie "Baltic Lady".

Członkowie klubu zapewniają, że akcję poszukiwawczą przeprowadzili zgodnie z procedurami - na wodzie i pod wodą.

Obydwaj nurkowie, którzy zeszli pod wodę w parze, mieli "stosowne uprawnienia do płetwonurkowania i obaj mieli wieloletnie doświadczenie".

Wyprawę zorganizowało Centrum Nurkowania ze Świnoujścia. Postępowanie w tej sprawie prowadzi świnoujska policja.

Wrak promu znajduje się na głębokości około 30 metrów i jest często odwiedzany przez nurków. To jeden z najbardziej niebezpiecznych dla żeglugi wraków leżących na dnie Bałtyku.