Prądy morskie

Atol Farukolu Maldives, dzień 23.11.2018

Jak zwykle od tygodnia odprawa przed nurkowaniem godz. 6.30 czasu lokalnego w Polsce jest dopiero 2.30 nad ranem, piękna pogoda słońce, gdzieniegdzie obłoki wysoko na niebie. Wsiadamy do łodzi motorowej, płyniemy na miejsce nurkowania. Mamy dwóch przewodników obaj doświadczeni instruktorzy PADI, jeden o imieniu Ziad lokalny chłopak ok 35 lat ponoć bardzo doświadczony nurek zna dobrze lokalne wody.

Zawsze wchodzi jako pierwszy do wody, sprawdza prądy, przejrzystość wody, daje nam ostatnie instrukcje przed nurkowaniem. Ponoć prąd w kanale jest umiarkowany nic nie wskazuje, ze coś ma się zmienić podczas godzinnego nurkowania. Wskakujemy z łodzi do wody, wcześniej oczywiście wszystkie procedury, sprawdzenie zawartości tlenu w nitroksie, inflator, kamizelka, balast, automat wszystko działa poprawnie i jest na miejscu także czerwona bojka i oczywiście latarka.

Schodzimy nad rafą na głębokość 12 m bez problemu, a następnie opuszczamy się po ścianie w głąb ponoć mają tam czekać rekiny, napoleony i inne duże ryby. Schodzimy na 30 m, próbuję ustabilizować swoją pływalność dopompowując nowe skrzydło, jednocześnie rozglądam się za swoim body jest w odległości 10 metrów na wprost przede mną, zaczynam płynąć w jego kierunku, sprawdzam głębokość jestem już na 32 m, a więc znalazłem się na maksymalnym poziomie nurkowania dla mojego EAN 32 staram się utrzymać swoją głębokość. Nasz macierzysty statek znajduje się ok 5 mil morska od naszej pozycji 03°53.079’N i 073°27.084’E.

To dopiero 10 min nurkowania, właściwie jeszcze nic nie zobaczyłem, coś nie tak z poziomem próbuję zwiększyć ilość powietrza w skrzydle pomimo tego zaczynam opadać, głębokościomierz pokazuje już 33,6 m, jeszcze 6,4 metra i znajdę się na maksymalnej awaryjnej głębokości nurkowania na jaką pozwala moja mieszanka oddechowa. Sytuacja robi się nieciekawa, próbuję płynąć w stronę skały jednocześnie kieruję się ku górze.

Niestety nie mogę zmniejszyć zanurzenia. Na dodatek widoczność pogarsza się, w pierwszej chwili myślałem, że woda dostała się do maski, przedmuchuję ją, nie ma poprawy za to przed maską mam ogromną bańkę powietrza. W około pełno pływających pęcherzyków powietrza, płyną we wszystkich kierunkach, większość w dół. Jestem w bardzo mocnym prądzie stępującym. Zrozumiałem, że zaczynam walczyć o życie.
Wygląda tak jakby woda wrzała wokół mnie. Myślę co tu robić, czy to jest już koniec? Napełniam jeszcze bardziej skrzydło i myślę czy płynąć za wszelką cenę w kierunku zbocza i pozostałej tam grupy nurków, czy też pozwolić odsunąć się prądowi od zbocza w kierunku otwartego morza. W zasadzie zmniejszyłem intensywność pracy płetwami myśląc jak wiele zużywam powietrza przy takim wysiłku na głębokości 33 m. Moje palce zaciskają się na przycisku dodawczym inflatora. Słyszę jak wali zawór nadmiarowy skrzydła, ruszam w górę, momentalnie znalazłem się na głębokości 10 m, wokoło spokojna woda blue water, zero śladów walki o życie jaka miała miejsce 20 m głębiej. Natychmiast wypuszczam całe powietrze ze skrzydła nie chcę przecież wystrzelić się nad powierzchnię wody.

Jednocześnie wyciągam boję, napełniam ją i wypuszczam na powierzchnie wody. Już spokojnie wypływam na głębokość 5 m robię przystanek bezpieczeństwa, czuję się bezpiecznie. Wiem przecież, że na powierzchni czeka łódź. Myślę co z pozostałymi nurkami czy się uratują czy dadzą radę pokonać prąd? Czy mogę im jakoś pomóc? Decyduję się wynurzyć i powiadomić załogę łodzi o zdarzeniu, oni przecież nie maja pojęcia co się dzieje pod wodą, przecież to bardzo spokojna i bezpieczna okolica. Po ok. 10 min wynurzają się kolejni nurkowie, nikomu nic się nie stało. Będąc bezpośrednio przy krawędzi zbocza wspięli się po rafie uprawiając podwodną wspinaczkę. Reszta emocji rozładowała się przy chłodnym piwie. Następny dzień, następne nurkowanie taki sport.

Paweł M