Zabawa w dirowca
wypadek na Hańczy

W sobotę 09.02.2008 około godziny 11:00 wypłynęliśmy na nurkowanie na zachodni brzeg Hańczy. Ekipa Składała się z sześciu osób podzielonych na trzy pary. Ja wraz z Jackiem planowałem pierwszego nurka wykonać na ściankę na głębokości 45m, Marek z Wojtkiem planowali nurkowanie nastawione na fotografię, więc maksymalnie 40m.

Ostatnia para to Jarek i Michał, którzy zamierzali pływać w okolicach ścianki do 30m.Po zakotwiczeniu przy boi oznaczającej ściankę, założyliśmy sprzęt i wraz z Jackiem rozpoczęliśmy nurkowania. W tym czasie do zanurzenia przygotowywała się już druga para.

Podczas, gdy my byliśmy już pod wodą przygotowania kończyła trzecia para. Całe nasze nurkowanie przebiegło spokojnie, nie licząc zamarznięcia mojego automatu z nitroksem EAN 50, co nie stanowiło żadnego problemu zmuszając mnie jedynie do ciągłej pracy zaworem butli. Skończyliśmy dekompresję i zaczęliśmy wynurzenie na powierzchnię, gdzie natychmiast usłyszeliśmy rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Po chwili znaleźliśmy Michała przy samej łodzi. Był skrajnie wycieńczony i nie był w stanie sam utrzymać się na wodzie. Co chwila woda zakrywała jego twarz, a on próbował się ostatkiem sił utrzymać na powierzchni trzymając się linki biegnącej wzdłuż burty łodzi. Nie widzieliśmy jego partnera i nie byliśmy w stanie stwierdzić co się stało.

Zauważyliśmy, że nasz poszkodowany bardzo ciężko oddycha, pluje krwią i jest wyczerpany. Jacek natychmiast podał mu EAN50 ze swojego stejdża i zajął się utrzymaniem poszkodowanego na powierzchni. Ja w tym czasie zdejmowałem swój sprzęt, aby móc przystąpić do ratowania kolegi.

Próbowałem napełnić worek poszkodowanego, jednak okazało się, że nie ma gazu. w tej chwili przez myśl przeszło mi, że prawdopodobnie przyczyną wypadku była utrata gazu z twina i awaryjne wynurzenie się na powierzchnię. Gdy po raz kolejny zapytaliśmy co się stało zdołał tylko powiedzieć "Jarek zakręcił mi butlę i popłynął sobie" W tym momencie byłem już pewien, że to Barotrauma jednak zdziwiło mnie opisane zachowanie jego partnera-doświadczonego nurka, który z pewnością nie zostawiłby pod wodą partnera zakręcając mu wcześniej butle.

Chwilę później Jacek sprawdził zawory butli i okazało się,, że jest w nich gaz tylko oba zawory były zakręcone. Nadal nie mogliśmy nawiązać kontaktu z Kolegą i nie wiedzieliśmy ,co dokładnie się stało i w jaki sposób doszło do tej sytuacji. Ponieważ cały czas pluł krwią podejrzewałem UCP, sekatorem przeciąłem taśmy od płyty, aby szybko oswobodzić Michała. W tym czasie wynurzyła się druga para i przystąpiła do pomocy w akcji.

Marek pobił życiowy rekord w rozbieraniu się ze sprzętu, a Wojtek pomagał Jackowi. Nadal jednak nie wiedzieliśmy, gdzie jest ostatni nurek. Zanim druga osoba weszła na łódkę, by pomóc mi we wciągnięciu poszkodowanego do łodzi podawałem mu tlen z butli, którą zawsze mamy na pokładzie. Wraz z Markiem wciągnęliśmy Michała na łódkę, a koledzy rozglądali się za ostatnim nurkiem. W czasie gdy układaliśmy poszkodowanego na dnie łodzi, Wojtek zauważył Jarka, który robił przystanek bezpieczeństwa przy linie opustowej. Gdy ponownie podaliśmy tlen zadzwoniłem na 999 i zgłosiłem wypadek z podejrzeniem UCP.

Opisałem dyspozytorce co się stało i ustaliliśmy, że podeślą karetkę do wsi Błaskowizna prosząc aby ktoś wyszedł na drogę, by mogli nas szybciej znaleźć. Była godzina 11:59 na łodzi byli już wszyscy poza Jarkiem, który wisiał jeszcze na 5m. Widzieliśmy, że wszystko z nim jest OK, więc postanowiliśmy nie czekać na niego i płynąć na parking u Słowika. Liczyła się każda minuta, a ponieważ do zachodniego brzegu było kilkadziesiąt metrów Jarek po wynurzeniu musiał tam zaczekać na powrót łódki.

Gdy się wynurzył byliśmy już daleko od boi, więc krzyknąłem do niego by zaczekał na nasz powrót na brzegu. W połowie drogi zauważyliśmy śmigłowiec . Wiedzieliśmy, że pomoc jest już w drodze. Zanim dobiliśmy do brzegu lekarz już czekał. Przekazaliśmy Michała pod fachową opiekę i mogliśmy już tylko czekać. W tym czasie Jarek, który nie wiedział co się stało przeżywał prawdziwą nerwówkę.

Gdy tylko wróciliśmy do niego i wymieniliśmy informacje nie mogłem zrozumieć jak mogło dojść do tego wypadku. Okazało się, że tuż po zanurzeniu ostatniej pary na głębokość maksymalnie 14m Michałowi zamarzł 1 st automatu i wzbudził się inflator. Pokazał partnerowi problem i obaj wynurzyli się na powierzchnię. Tam Michał poprosił o zakręcenie prawego zaworu. Gdy powietrze nadal uciekało poprosił jeszcze o zakręcenie drugiego zaworu. Tak zakończyło się jego nurkowanie.

Niecałe 5 minut w wodzie i maksymalna głębokość 14m. Nie chcąc psuć nurkowania koledze powiedział, że wychodzi z wody, a Jarek niech płynie sam. Ten początkowo nie chciał sam nurkować, jednak za namową kolegi postanowił chwilę popływać na małej głębokości. Zanurzył się ponownie, jednak na głębokości 2-3 m zawrócił na powierzchnie i powiedział, że również dziś sobie odpuszcza. Jednak Michał nie chcąc psuć nurkowania koledze namówił go ponownie do samotnego nurka. Gdy tylko partner zanurzył się pod wodę zaczęły się problemy.

Odkręcony zawór suchego skafandra spowodował zejście całego powietrza, a przez zamarznięty inflator uciekało powietrze wyciskane dodatkowo przez gumy na worku. W ten sposób nurek stracił dodatnią pływalność, a mając zakręcone zawory nie był w stanie ponownie napompować skrzydła i skafandra, zaczynał tonąć. Na powierzchni utrzymywał się trzymając się linki biegnącej wzdłuż burty. Jednak z upływem minut opuszczały go siły, a zimna woda, którą się wielokrotnie zachłysnął potęgowała strach i podrażniła górne drogi oddechowe i płuca.

Rozpoczęło się nawoływanie o pomoc, które usłyszeli nurkowie na drugim parkingu u Szczerby. Oni również wezwali telefonicznie pomoc i pożyczoną we wsi łodzi płynęli do wzywającego pomocy. Gdy się wynurzyliśmy trafiliśmy więc na człowieka podtopionego, skrajnie wycieńczonego fizycznie z powodu walki o utrzymanie się na powierzchni, mającego problemy z oddychaniem i plującego krwią z powodu zimnej wody, która dostała się do płuc. Michał był w szpitalu przez kilka godzin w czasie których został dokładnie przebadany. Lekarze nie znaleźli nic niepokojącego i wypisali go ze szpitala.

Wszystko skończyło się szczęśliwie, tylko czy musiało do tego dojść? Przykład ten doskonale ukazuje jak może zakończyć się zabawa w DIRowca. Pływanie z tłinem, workiem z DIR uprzeżą oraz stejdzem podobnie jak stały balast służy podnoszeniu poziomu bezpieczeństwa. Jednak tylko w przypadku, gdy jesteśmy do tego odpowiednio przeszkoleni i potrafimy z tego korzystać. W opisanej sytuacji ten sprzęt był przyczyną wypadku.

Płetwonurek certyfikowany jako AOWD i EAN, właściciel zestawu technicznego przeszkolony w posługiwaniu się... oktopusem, nie potrafił ocenić, który automat zasila inflator, operować zaworami od butli, zapomniał czy też nie wiedział o możliwości napompowania worka ustami. Nie był w stanie zdjąć z siebie sprzętu w wodzie w sytuacji, gdy może nawet przytrzymać się łodzi.

Na zakończenie dodam, iż miał przypiętego stejdża z nitroksem 36 o którym zapomniał.

Utonąłby na powierzchni wody mając na plecach i w butli bocznej prawie 7000 l gazu. Wszystkim zainteresowanym nurkowaniem technicznym, tę wspaniałą zabawę proponuję zaczynać od inwestycji w wiedzę i umiejętności, bo sprzęt to zdecydowanie za mało.

teks źródłowy www.nurkowa-polska.pl

Robert Kalchert

Powyższy tekst wywołał szereg komentarzy na grupie dyskusyjnej pl.rec.nurkowanie. Co dziwne wiele skierowanych w autora artykułu. Jest to dla mnie dziwne i niezrozumiałe, jeżeli jest to metoda podnoszenia własnego ego, to bardzo przykre.

Tekst wymaga komentarza, który pojawi się w najbliższym czasie.

Martin

Poniżej wybrane komentarze z grupy dyskusyjnej pl.rec.nurkowanie

Jako jeden z niewielu miał odwagę opisać dokładnie całe zdarzenie i akurat to że zostawił kogoś na deko a zajął się ratowaniem kolegi było jak najbardziej rozsądne w tej sytuacji.

Oczywiście mógł wybrać opcję pozostawienia jakiegoś członka swojej grupy do asekuracji tego nurka z wody ale pewnie w ferworze akcji ratowniczej nie pomyślał o tym.

Takie rzeczy dopiero później wychodzą, po analizie dobrze opisanego wypadku, co zrobił dobrze a co źle albo co mógłby zrobić lepiej w takiej sytuacji. Jedynym winnym całego zdarzenia obarczyłbym niestety tylko jego kolegę, który wydawałoby się w dość prostej sytuacji spowodowanej częściową awarią sprzętu nie był sobie w stanie sam poradzić. Możliwe że się w tym sprzęcie swoim 
trochę pogubił, trochę spanikował ale niestety tu wyszły braki w jego wyszkoleniu nurkowym albo po prostu za rzadko nurkuje w takiej konfiguracji.

Natomiast prowadzącemu jeszcze raz chwała za dokładny opis zdarzenia, odwagę i szybką pomoc dla kolegi. Oby wszystkie akcje ratownicze kończyły się w ten sposób.

Pozdrawiam Jacek Zachara

Robert podjął suwerenną decyzje ratowniczą. Na podstawie własnej oceny tego co tam się wydarzyło. Nie jestem skłonny do ganienia go za to że nie wisiał nad solo nurkiem, albo do niego nie schodził, tylko zorganizował skuteczną drogę ewakuacji nurka, który wg. objawów mógł mieć UCP. Czyli bezpośrednie zagrożenie życia realnie wchodziło w grę decyzyjną.

Podjął taką decyzję tam i wtedy i już. Nie tu i teraz. Teraz to możemy sobie deliberować, że a może by tak było lepiej, a może inaczej.... A jakby człowiek miał rzeczywiście UCP i zmarł mu na wodzie. To 
co wtedy? Zrobił to co uznał za właściwe w danej chwili!! 

Pamiętajmy nurkowie rozdzielili się świadomie i ten kto wlazł ponownie do wody solo zdjął odpowiedzialność z ekipy z którą przyjechał. Świadomie złamał plan nurkowania i jasne zasady partnerstwa nurkowego.

Pozdrawiam Włodek Kołacz

> A instruktor czyli niejaki niedouk kachler mam nadzieje że honorowo sam zrezygnuje z certyfikatu instruktora i mam nadzieje że rozumie jakim matołem okazał się zostawiając samego nura na deco odpływając łódką pełną nurków ......

scaner


Mocno się Scaner zagalopowałeś.  Na pokładzie masz nurka z podejrzeniem UPC (wiec może i AGE) lub "jedynie" podtopionego a pod wodą nurka po krótkim, płytkim i raczej niedekompresyjnym nurkowaniu blisko brzegu. Wybór jest prosty i Robert wybrał właściwie. Zagrożone było życie nurka
na łodzi a nie pod wodą.

Ciekawe co byś napisał, gdyby nurek na łodzi zmarł podczas gdy łódź czekałaby aż nurek w wodzie dokończy kilka minut przystanku bezpieczeństwa.  I ciekawe jakich Ty byś dokonywał wyborów.
No i bardzo mnie ciekawi, czy nikt z piszących tu NIGDY nie zostawił na powierzchni partnera z OPANOWANĄ sytuacją awaryjną, który na nic się nie uskarża i potwierdza że jest OK  i nie poszedł na chwilę pod wodę na krótkiego płytkiego nurka. Czy nikt nie wyszedł wcześniej z nurkowania
zostawiając partnera pod wodą, bo partner chce sobie poćwiczyć? Czy Scaner nigdy nie wyszedłeś z wody zostawiając partnerów na deco?  (Hermanice?)

Moim zdaniem:
- wydarzył się wypadek
- podjęto właściwe działania, udzielono pomocy, nic się nie stało
- jeden z uczestników opisał wypadek od początku do końca (tego się wszyscy domagają po każdym wypadku)

U poszkodowanego zawinił stres i brak przygotowania. Jedyne co nie pasuje, to tytuł opisu. Gdyby Zabawa w DIR zamienić na Zabawa w Technicznego, byłoby OK a Scanera i parę innych osób chyba
poniosły emocje.

Robert Klein