Awaryjna de(re)kompresja pl.rec.nurkowanie.

Date: Tue, 19 Sep 2000 

Zdziwiłbym się, gdyby nie było już kiedyś dyskusji na ten temat, ale jestem nowy na liście, wiec pytam...??
We wszystkich materiałach pisanych, które miąłem okazje czytać bez cienia wątpliwości podawano, ze rekompresja pod woda nie ma sensu. Jedyna zalecana procedura jest tlen i w tri-miga do komory.
W niedawnej historii o wypadku czytaliśmy o 6 a później 23 metrach. Jak to wiec jest. Czy po rekompresja pod woda po awaryjnym wyjściu to jak 3 zdrowaśki w piecu, czy nie?

Pozdrawiam - Otffin

PS. A poza tym, dlaczego w Polsce mówi się "de" a nie "re" kompresja? Przecież przywracamy większe ciśnienie?

Date: Wed, 20 Sep 2000 

Cześć!
To nie jest tak piszesz. Jednakże trudno tu wypowiedzieć się jednoznacznie na ten temat. Opinii jest wiele. Dlatego przedstawię mój punkt widzenia, ale z góry zaznaczam, że nie każdy będzie się z tym zgadzał.

Należy wyraźnie oddzielić dwa rodzaje dekompresji awaryjnej.
Pierwsza to dekompresja awaryjna, która przeprowadza się po zbyt szybkim wynurzeniu lub też nie wykonaniu dekompresji, itd. Warunkiem bezwzględnie koniecznym do przeprowadzenia takiej dekompresji jest brak jakichkolwiek objawów choroby dekompresyjnej i urazu ciśnieniowego płuc.
Istnieje też pogląd, że jeśli istnieje możliwość oddychania czystym tlenem należy nim oddychać a nie wykonywać taką dekompresję. Tak więc w tej kwestii nie wszyscy są zgodni.

Sposób przeprowadzenia dekompresji awaryjnej zależy od typu tabel, które stosujemy. Generalnie zakłada się maksymalny czas pobytu na powierzchni od 1 do 3 minut i ponowne zanurzenie na określoną głębokość, różną od zaleceń twórców tabel.

Tak więc ta forma dekompresji awaryjnej jest dopuszczalna a różnice w opinii na temat czy ja stosować czy nie sprowadzają się do kwestii szybkiego dostępu do tlenu jako czynnika limitującego jej wykonanie.
Cały problem przy tego typu dekompresji awaryjnej polega na tym, że w przypadku ":wybudowania" pęcherzyków, ponowne sprężenie może okazać się niewystarczające do zlikwidowania pęcherzyków. Czynnikiem krytycznym jest min. czas pobytu na powierzchni. Jeśli okazałoby się, że "wybudowane" pęcherzyki nie zostały zlikwidowane przy ponownej kompresji (rekompresji) to może dojść do bardzo groźnej sytuacji w której nastąpi atak DCS (choroba ciśnieniowa) pod wodą. Czym to grozi nie trzeba tłumaczyć.

Istnieje też teoria wg. której takie zanurzenie może jeszcze bardziej pogorszyć stopień zaawansowania DCS.

Procedury postępowania w takiej sytuacji znajdują się w Książce Nurka KDP/CMAS na stronach 38 do 40. Swoją drogą ilu z nas zadało sobie trud przestudiowania tej książeczki? Jest tam sporo pożytecznych informacji.

Drugi rodzaj to nie dekompresja awaryjna ale dekompresja lecznicza przeprowadzona w wodzie. Różni się ona tym, że następuje w niej próba wyleczenia objawów DCS a nie jej zapobieżenia. Tu praktycznie wszystkie organizacje są zgodne w tej kwestii. Wdrożenie postępowania powypadkowego, przewidujące natychmiastowy transport do komory ciśnieniowej (taki zwrot będzie bardziej bezpieczny od komory dekompresyjnej).
Jest tu jedno ale. Co zrobić w przypadku gdy nie ma możliwości transportu do komory ciśnieniowej? Wtedy jedyną, nie polecaną metodą jest próba rekompresji w wodzie.
Ryzyko podjęcia takiej akcji jest ogromne. Zabranie osoby poszkodowanej, z objawami DCS pod wodę może skończyć się tragicznie.

Drugim problemem jest kwestia możliwości wykonania takiej akcji z logistycznego punktu widzenia. Proszę sprawdzić "u Krzyżaka" tabele lecznicze. Ilości gazów potrzebne do takiej akcji są olbrzymie. Czas trwania jest tak duży, że ograniczają nas także problemy termiczne. Jedyną stosowaną w ostateczności metodą jest dekompresja tlenowa lub nitrokosowo-tlenowa.

Istnieje kilka schematów postępowania w takich przypadkach. Znowu wymaga to dużej ilości tlenu, pełnej maski, asysty i praktycznie jest to niemal niewykonalne.
Tak więc dekompresja (rekompresja) lecznicza w wodzie nie powinna być stosowana. Nie zmienia to jednak faktu, że znane są procedury postępowania w takich wypadkach. Są niemal niewykonalne ale zdarzało się już, że ratowały życie.

To tyle. Znowu jest białe i czarne, a między nimi nieco szarości.

Nie próbowałbym przeprowadzać dekompresji leczniczej w wodzie. Gdy nurkuję głęboko staram się to robić blisko komory ciśnieniowej. Jako blisko rozumiem do 2 godzin transportu do komory.
Sam często mam wątpliwości czy wykonywać głębokie nurkowania w Egipcie. Wołałbym jednak robić to np. we Francji. Poziom tamtejszych ośrodków hiperbarycznych jest na bardzo wysokim poziomie.
Przypomina mi się też ciekawe zdarzenie w Egipcie, kiedy to w komorze w Hurghadzie leczono nurka po głębokim nurkowaniu TMX (DCS nurkowaniu na trimiksie leczy się nieco inaczej niż po powietrzu). Obsługa ośrodka oświadczyła, ze będą próbować właśnie nowego sposobu leczenia!!!!!! Dodam ich sposobu.... Wraz z Grzeskiem Bernaciakiem szczęka opadła nam do ziemi. Pozostało nam odpowiedzieć: In Szalach (arabski: Jak Bóg da!).

Pozdrawiam. kris.