Wypadek Andrey Mestre


Temat: Bezdechowy Extrim; prawda (?) o tragedii Audrey Mestre
Data: 29 listopada 2002 19:14

Włączając się do popularnego trendu extrim przytaczam relację z trochę innej bajki, nurkowań bezdechowych. Ponieważ sprawa jest już nie pierwszej świeżości i wielokrotnie była dyskutowana na różnych anglojęzycznych stronach internetowych więc zainteresowani tą tematyką zapewne nie znajdą tu niczego, o czym wcześniej by nie czytali. Myślę jednak, że dla niektórych sprzętowców będzie to coś nowego.

Dla porządku przypomnę, że 12 października b.r. Audrey Mestre zginęła w czasie próby ustanowienia rekordu świata w nurkowaniu na zatrzymanym oddechu w kategorii No Limits. Próba zakończyła się śmiercią Audrey. Po blisko dwóch miesiącach organizator wydarzenia - IAFD (Intrenational Association of Free Divers) zapowiedział ujawnienie wyników prowadzonego dochodzenia wyjaśniającego przyczyny tragedii. Warto powiedzieć, że przez wiele tygodni od wypadku zarówno Carlos Serra prezes IAFD jak i jej założyciel, a zarazem mąż Audrey słynny Pipin Ferreras odmawiali podania do publicznej wiadomości jakichkolwiek szczegółów. Wydaje się, że wbrew podawanym przez nich uzasadnieniom, rzeczywistą przyczyną takiego stanowiska była niechęć do ujawnienia karygodnych zaniedbań w kwestii bezpieczeństwa popełnionych przez IAFD, które stały się przyczyną śmierci Audrey. Dopiero pod wpływem nacisków ze strony mediów i innych organizacji nurków bezdechowych z całego świata oraz wobec obawy, że w przypadku utrzymania tajemnicy IAFD grozi bojkot ze strony freediverów oraz, co gorsza, sponsorów Carlos Serra zapowiedział przygotowanie i publiczne przedstawienie raportu.

Czekając na ww. raport spróbujmy ustalić, co w postaci różnych przecieków dotarło już wcześniej do publicznej wiadomości. Oto nieoficjalny przebieg wydarzeń :

1. Republika Dominikany, kilka mil w morze od La Romana, 12 października b.r. godzina 15:00 lokalnego czasu; Audrey bierze ostatni głęboki oddech i szarpie liną uruchamiającą windę, która ma zawieźć ją 171 m. w dół. Już początek nurkowania zdaje się zapowiadać kłopoty - winda nie chce ruszyć. Dopiero po trzeciej próbie razem ze swoją pasażerką pogrąża się w odmętach.

2. 1 min. 42 sekundy później winda zatrzymuje się na zaplanowanej głębokości 171 m. Audrey odczepia 90-kiogramowy balast i próbuje uruchomić balon, który w ciągu niecałej półtorej minuty ma wynieść ją na powierzchnię. Tu zaczynają się problemy - operacja ta trwa nienaturalnie długo. Wygląda jakby butla z powietrzem służącym do napełnienia balonu była pusta. Czyżby był to wynik zaniedbania kogoś odpowiedzialnego za sprawdzenie sprzętu ? Do pomocy rusza najgłębszy (jak się za chwilę okaże JEDYNY !!!) safety diver nurkujący na trimixie Pascal Bernabe. Próbuje dopełnić balon mieszanką ze swojego automatu. Wreszcie winda powoli rusza.

3. Niestety, po 25 sekundach zatrzymuje się definitywnie pokonawszy zaledwie 7 metrów. Bernabe ponownie próbuje dopompować balon. Bezskutecznie. Nie wiemy dlaczego? być może balon jest pęknięty ? W rezultacie Audrey pozostaje na głębokości 164 metrów przez kolejnych 30 sekund.

4. Wreszcie, po upływie 2 minut i 37 sekund od rozpoczęcia nurkowania Audrey zaczyna znów powoli się wynurzać. Prawdopodobnie widząc brak szans na wyniesienie przez balon, a być może po prosu działając instynktownie podejmuje próbę wydobycia się na powierzchnię przez podciąganie rękami na linie opustowej tak jak w konkurencji Varaiable Ballast. Jednak kolejne metry pokonuje z prędkością daleko odbiegającą od tej jaką zapewniłby jej prawidłowo napełniony balon. Tymczasem minuty spędzone w bezdechu przy ciśnieniu dochodzącym do 18 ATA i stres, który w tej sytuacji niewątpliwie musiał być jej udziałem robią swoje. Reszty dopełniają toksyczność tlenowa i narkoza azotowa po 3 minutach i 50 sekundach od startu, na głębokości 120 metrów Audrey traci przytomność i zaczyna opadać w Wielki Błękit.

5. To jeszcze nie koniec. Cztery metry poniżej zostaje złapana przez Pascala Bernabe, który obserwując rozwój wydarzeń i zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, cały czas podąża za nią i stara się asekurować. To co Pascal powinien zrobić w tym momencie, to uruchomić balon awaryjny. W taki awaryjny balon wyposażeni są np. wszyscy safety diverzy w zespole Umberto Pelizzariego. W razie problemów balon zostaje błyskawicznie przypięty do nadgarstka freedivera i w ciągu kilkudziesięciu sekund wynosi go na powierzchnię. Niestety, mimo że przy nurkowaniu na tak ekstremalną głębokość, zdrowy rozsądek nakazuje uznać balon awaryjny za wyposażenie niezbędne i obowiązkowe, Pascal go nie posiada.

6. Dlatego wynurza się dalej z nieprzytomną Audrey by wreszcie zatrzymać się na 90 metrach. W ciągu ostatnich 3 minut pokonuje 81 metrów ! Bez przystanków dekompresyjnych ! Sprowadza tym poważne zagrożenie dla swojego zdrowia i życia, i dalej wynurzać się już nie może.

7. Na 85 metrze (dopiero !!!) ma jakoby znajdować się kolejny safety diver Wicky Morales nurkujący, uwaga : na sprężonym powietrzu (!!!). Tak, tak nie pomyliłem się, na powietrzu, nie na trimiksie ! On mógłby odebrać Audrey od Pascala i wynurzać się z nią dalej. Mógłby, gdyby był na swoim stanowisku. Niestety, nie ma go. A może jednak jest, ale zamroczony azotem nie dostrzega tego co dzieje się wokół niego ? Tak czy inaczej Audrey pozostaje na głębokości 90 metrów kolejne półtorej minuty czekając aż ktoś inny odbierze ją od Pascala.

8. Tymczasem przenieśmy się na powierzchnię. Nurkowanie, które zaplanowane było na około 3 minut trwa już prawie o dwie minuty dużej. Początkowe radosne oczekiwanie wielkiego sukcesu powoli przeradza się w narastające napięcie. Jeszcze nie dla wszystkich zgromadzonych na łodziach widzów jest oczywiste, że dzieje się coś złego. Na razie tylko osoby z najbliższego otoczenia zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Wreszcie Pipin, pełniący rolę bezdechowego safety divera, którego rolą było asekurowanie Audrey na ostatnich 20 metrach podejmuje dramatyczną decyzję. Zakłada sprzęt SCUBA i w błyskawicznym tempie opada w poszukiwaniu ukochanej żony.

9. Dociera do Pascala Bernabe, odbiera od niego nieprzytomną Audrey i w astronomicznym tempie, ryzykując chorobę dekompresyjną wynurza się.

10. Po 8 minutach i 42 sekundach od rozpoczęcia nurkowania Audrey znajduje się na powierzchni. Szanse na pomyślną reanimację są w tym momencie właściwie żadne. Jednak biorąc pod uwagę to, że jej organizm był przyzwyczajony zarówno do ekstremalnych głębokości jak i do długiego pozostawania w bezdechu oraz to, że znajdowała się ona w znakomitej formie fizycznej minimalna nadzieja jeszcze istnieje. A właściwie istniałaby pod warunkiem przeprowadzenia pełnej akcji reanimacyjnej z wykorzystaniem całego niezbędnego sprzętu medycznego jak choćby defibrylator, którego obecność przy zabezpieczaniu wydarzenia tego typu wydaje się oczywistością. Niestety, jedyne co mogą zaoferować organizatorzy z IAFD to ręczny masaż serca i sztuczne oddychanie metodą usta- usta. Nic więc dziwnego, że reanimacja nie daje rezultatów. Po przewiezieniu na ląd lekarze w miejscowym szpitalu stwierdzają zgon.

Tu historia kończy się. Na razie. Ciągle nie wiemy co zawierać będzie oficjalny raport IAFD. Czy przyniesie on wyjaśnienie dlaczego Audrey nie udało się napełnić balonu ? Gdzie w krytycznych minutach znajdowali się safety divers, którzy na całej długości 171 metrów powinni być rozmieszczeni w odległościach nie większych niż 20 metrów jeden od drugiego ? Dlaczego Bernabe (ani prawdopodobnie nikt) nie był wyposażony w awaryjny balon ? Dlaczego na łodzi, z której prowadzono nurkowanie nie było sprzętu reanimacyjnego, a jeśli był to dlaczego nie użyto go ?

Nie wiemy też jak potoczą się losy procesu sądowego jaki IAFD zamierza wytoczyć Ricardo Hernandezowi swojemu byłemu pracownikowi, a obecnie szefowi innego zrzeszenia bezdechowców S.A.F.E.R. Ricardo, jako były współpracownik Pipina znający od podszewki zasady funkcjonowania IAFD, od dłuższego czasu stawia tej organizacji zarzuty braku profesjonalizmu i zaniedbań w dziedzinie bezpieczeństwa, które jego zdaniem przyczyniły się nie tylko do śmierci Audrey ale i (w latach wcześniejszych) do śmierci dwóch nurków sprzętowych.

Tomek Nitka "Nitas"


Wybaczcie może trochę naiwne pytanie ale czy freediver w sytuacji problemów z powrotem do góry może rozpocząć oddychanie sprężonym powietrzem/mieszanką czy są jakieś fizjologiczne bariery.


Pytanie wcale nie jest naiwne. To samo pytanie zadawał sobie autor artykułu opisującego wypadek Audrey w meksykańskich mediach. Rzecz w tym, że zdania na ten temat są podzielone. Wydaje mi się, że nie były prowadzone badania, które pozwoliłyby wyjaśnić z całą pewnością czy podanie freediverowi mieszanki oddechowej na tak ekstremalnych głębokościach jest bezpieczne i sensowne.

Nurek bezdechowy doznaje tu wielu bardzo głębokich efektów fizjologicznych ogólnie określanych nurkowym odruchem ssaków. Między innymi jest to tzw. blood shift czyli przetłoczenie dużych ilości krwi z peryferiów (m.in. kończyny) do naczyń krwionośnych klatki piersiowej. Niektórzy używają na to określenia zalanie płuc krwią. Jest to naturalny efekt fizyczny związany z tym, że płuca ulegają ciągłej kompresji a klatka piersiowa, w której są umieszczone, od pewnego momentu nie (żebra są niestety sztywne). Podciśnienie wytwarzane w skutek tego w klatce zasysa do niej krew a także trzewia (BTW u nie wytrenowanego nurka może to prowadzić do bardzo poważnych uszkodzeń płuc).

W związku z tym nie wiemy jak zachowałyby się płuca (i cały organizm nurka) gdyby nagle wtłoczyć do nich mieszankę oddechową pod ciśnieniem otoczenia. Inne pytanie to jak zareagowałoby serce, które wskutek wspomnianego odruchu nurkowego bije na tej głębokości z częstotliwością kilkunastu (i mniej) uderzeń na minutę. Czy podanie mieszanki nie doprowadziłoby do poważnych zaburzeń rytmu serca ? Z jakimi konsekwencjami ? Nie wiadomo.

Z powodu tych wątpliwości na przykład Tanya Streeter (160 metrów w No Limits) ma takie ustalenia ze swoimi safety divers, że w żadnym (!!!) wypadku nie wolno im podawać jej automatu oddechowego. W sytuacji krytycznej zadaniem Tanyii jest spokojnie czekać i nie panikować (łatwo powiedzieć, prawda ?!) nawet do utraty przytomności, aż oni uporają się z problemem tj. wyekspediują ją na górę przy pomocy standardowego lub rezerwowego balonu (takiego mniej więcej jak u Pelizzariego, tyle tylko, że w jest on podczepiany nie do nadgarstka, a do specjalnej uprzęży noszonej przez Tanię).

Dla odmiany kilka lat temu (jeszcze przed rekordowym zejściem na 162 m.) Pipin wykonał mocno reklamowane w mediach tzw. two-breath dive. Polegało to na tym, że na jednym oddechu opuścił się na głębokość ok. 85 m. Tu wziął drugi oddech z butelki typu spare air, po czym opadł jeszcze głębiej, bodaj na 155 m. No, i jakoś nic mu się nie stało.

Jednak przypadku Audrey głębokości na których należało podać mieszankę były dużo większe, co oczywiście nie wyklucza tego, że gdyby Bernabe podał jej (póki jeszcze była przytomna) automat, to być może jeszcze by żyła.

 

Tomek Nitka