Wypadek nurkowy Radka na rebreatherze.

W dniu 05.03.05 podczas nurkowania w kamieniołomie w Jaworznie, popularnych koparkach zginął Radek K. Odszedł kolega i przyjaciel, człowiek serdeczny i oddany, życzliwy ludziom, świetny płetwonurek.

Andrzej "Martin" Kasiński

 

Tak. Niestety.

W trakcie nurkowania odbywającego się w ramach prowadzonego przeze mnie szkolenia rebreatherowego z użyciem fabrycznego sprzętu SCR Draeger Dolphin na koniec nurkowania, podczas powrotu do miejsca wynurzenia (ok 20 minuta od zanurzenia, głębokość ok 8-9 metrów, odległość od pontonu (stalowej platformy zakotwiczonej przy brzegu) ok 10 metrów), jeden z nurków uległ wypadkowi - utrata przytomności, wynurzenie do powierzchni i opadnięcie na dno.

Partner samodzielnie nie był w stanie wyciągnąć go na powierzchnię, wynurzył się i wezwał pomoc - w czasie pojedynczych minut wraz z drugim nurkiem, który błyskawicznie ubrał sprzęt zeszli ponownie na dno i wyciągnęli ofiarę do pontonu. Natychmiast wciągnęliśmy go na ponton i po stwierdzeniu braku oddechu i akcji serca rozpoczęliśmy reanimację.

Wezwana w międzyczasie karetka reanimacyjna przybyła w ciągu kilku minut i jej załoga kontynuowała CPR. Po ok 30-40 minutach, gdy nie udało się wznowić akcji serca i oddechu - stwierdzono zgon. Wg zespołu reanimacyjnego prawdopodobną przyczyną śmierci był zawał serca.

Na miejscu była straż pożarna, policja i prokurator, który zabezpieczył sprzęt używany w czasie nurkowania oraz wydał postanowienie o przeprowadzeniu sekcji zwłok celem ustalenia rzeczywistej przyczyny śmierci. Coś więcej będzie wiadomo w okolicach wtorku-środy.

Ofiara była doświadczonym nurkiem (ponad 200 nurkowań, stopień normoxic trimix), po wyciągnięciu sprzętu stwierdzono, że w butlach był gaz - w głównej butli rebreathera - nitrox EAN54, w bailoucie - powietrze, dodatkowo na wyposażeniu miał cylinder stage 8l z powietrzem - nie użyty.

Było to drugie nurkowanie ofiary w tym dniu na tym samym sprzęcie - poprzednie w czasie ok 30 minut, przerwa - ok 3 godziny.

 Marek Macner

 

Nurkujący mieli pełne zabezpieczenie zarówno jeżeli chodzi o zapas czynników oddechowych, jak i wypornościowych. Pływalność na powierzchni tuż po wyciągnięciu nurka z dna, ustaliliśmy zarówno kamizelką, jak i suchym skafandrem, bezproblemowo.

Dodać mogę jedynie w celu przybliżenia zagadnienia, że bezpośrednio przed sytuacją awaryjną, partnerzy wymienili między sobą "okejki".

Jak tylko znane będą przyczyny tego wypadku, wiadomość zostanie przekazana również tutaj i to z pierwszej ręki. Wstępnie wszystko wskazuje na zawał mięśnia sercowego. Partnerzy znajdowali się bardzo blisko przerębla- w zasięgu widoczności, kończyli nurkowanie i to było ostatnie kilka praktycznie "kopnięć" płetwami przed wynurzeniem.

DELFIN

 

Z dostępnych informacji wynika że do wypadku doszło w trakcie szkolenia odbywającego się pod lodem. Lód był - potwierdzają to zdjęcia z innego wątku. Z tych informacji wynika również że nurek asekurujący szybko założył sprzęt i zszedł pod wodę po kolegę, który uległ wypadkowi.

Moje pytanie jest następujące:
Czy w trakcie nurkowania pod lodem nurkujący nie powinni być zabezpieczeni (uwiązani) do liny której pilnuje ktoś na powierzchni?
Czy nurkujący który uległ wypadkowi nie powinien być szybko wyciągnięty za pomocą tejże liny?

Nie mam uprawnień do podlodowego ale obiło mi się o uszy że takie procedury obowiązują. Jak jest naprawdę?

Paweł

 

Witam
Bez apropo do wypadku czyli bez żadnych odniesień do tamtego tragicznego zdarzenia. Nurkowanie pod lodem można robić w różny sposób i robić to bezpiecznie. Jest to nurkowanie w tzw. przestrzeni zamkniętej. Czyli bez możliwości bezpośredniego wyjścia na powierzchnię Podobnie zresztą jak np. we wraku, w jaskini, ale także w gęstwinie krzaków, drzew, konstrukcji stalowych....

Np. stosuje się asekurację bezpośrednią:

1. linką asekuracyjno sygnałową - system porozumiewania się powierzchnia - woda i nurek/nurek. Sposób najczęściej polecany przez organizacje nurkowe. Ze względu na znaczny poziom bezpieczeństwa i kontroli tego kto co gdzie i jak będzie robił nurek pod lodem. Sposób dostępny mniej zaawansowanym nurkom. Oczywiście umiejętności pracy linką sygnałową po obu jej stronach trzeba się nauczyć. I najlepiej jest to zrobić w sezonie a nie w przerębli. A jest czego się uczyć.

2. Za pomocą poręczowania - system asekuracji bezpośredniej nurek/nurek - techniki poręczowania i pracy kołowrotkiem - konfiguracja sprzętu i jego ilość i jakość- zasady techniki i zasady bezpieczeństwa podobne jak w nurkowaniu jaskiniowym, wrakowym. Trudno mi powiedzieć czy któraś z organizacji poleca w swoich programach ten sposób nurkowania podlodowego. Nie znam programów wszystkich organizacji. Ale jest to sposób bezpieczny dla nurków o dobrych i bardzo dobrych umiejętnościach technik poręczowania i pływania na kołowrotku. Oczywiście odpowiednio przygotowanych sprzętowo, kondycyjnie, aktualnymi umiejętnościami do takiego trudniejszego działania.

3. Bez asekuracji bezpośredniej czy pośredniej czyli często w pojedynkę ale także we dwójkę z zastosowaniem zasad asekuracji wzajemnej - Decydujące warunki bezpiecznego zastosowania tego sposobu to oprócz znacznego doświadczenia w nurkowaniach trudnych w przestrzeniach zamkniętych to doskonałe opanowanie technik nawigacyjnych, doskonała znajomość akwenu, przezroczystość akwenu. Konfiguracje sprzętowe i jego jakość oraz ilość niezbędne do poradzenia sobie w każdej przewidywalnej sytuacji tego trudnego nurkowania.

Trzeci sposób budzi najwięcej kontrowersji. Ale bywa stosowany przez płetwonurków. Jak widzisz różnie można to robić. Czyli jak chcesz być legalistą to stosujesz sposób wyznaczony przez Twoją org. Jak chcesz inaczej to musisz się tego nauczyć w stopniu wystarczającym abyś miał szanse na pozytywne zakończenie nurkowania.

 Włodek Kołacz

To co napisałeś to oczywiście prawda, jednak chyba zabrakło jasnego podkreślenia pewnych rzeczy:

W nurkowaniu rekreacyjnym, dla osób które zrobiły 10 czy 100 nurkowań, jedyna akceptowalna procedura podczas nurkowania pod lodem, powinno być nurkowanie na linie asekuracyjnej. Tu nie chodzi tylko o łatwość zgubienia drogi powrotnej do przerębli, ale tez, o to co da się zrobić w sytuacji awaryjnej.

Np. pod lodem np. wielce prawdopodobne jest zamrożenie automatu. Dzięki linie asekuracyjnej, ta sytuacja szybko daje się rozwiązać: nurkowie wynurzają się do tafli lodu i są ściągani do przerębli. Całość trwa zazwyczaj kilkadziesiąt sekund. Tymczasem ta sama sytuacja w jakimkolwiek innym systemie zabezpieczenia jest dla nurka rec trudna albo bardzo trudna. Trzeba sobie jakoś poradzić z zamrożeniem i WRÓCIĆ do przerębli. Przy oddychaniu z octopusa czy zamrożonego automatu - nie będzie na to czasu. Przy oddychaniu z niezależnego źródła powietrza - istnieje ogromne ryzyko, ze podenerwowany nurek zamrozi i zapas. Przy oddychaniu z automatu partnera - trzeba umieć się poruszać w tandemie no i jeszcze - nie zamrozić partnerowi zapasu...

W przypadku "znajomości akwenu i przejrzystości wody" gdzie zrezygnujemy z poręczowania... cóż - może być tak, ze akwen doskonale znany w normalnej sytuacji, okazje się pułapka bez wyjścia. Np. w naturalnym odruchu uniesiemy się do tafli lodu przy której nie ma punktów odniesienia. Albo w zdenerwowaniu jednak pomylimy drogę...

To tylko jedna, bardzo częsta pod lodem sytuacja awaryjna. Może się zdarzyć każda inna. Wtedy lina asekuracyjna ratuje życie.

Oczywiście dla nurków nurkujących dekompresyjnie, dla  nurków nurkujących w jaskiniach wrakach itd niemożność bezpośredniego wynurzenia jest czymś normalnym a w ich nurkowaniach nie ma tak prostych recept jak lina asekuracyjna. Dlatego tez, nurkowie przygotowani do takich nurkowań mogą zrezygnować z liny asekuracyjnej na rzecz innego sposobu nurkowania pod lodem.

Jednak nurkowie rezygnujący z liny asekuracyjnej musza ŚWIADOMIE ocenić czy:

  • są przygotowani, aby odnaleźć przerębel nie tylko w sytuacji komfortowej ale i - awaryjnej
  • są przygotowani do tego, aby sytuacje awaryjne rozwiązać pod woda na tyle aby powrócić bezpiecznie do przerębla (co może trwać kilka czy kilkanaście minut)

Pozytywna odpowiedz na to pytanie oznacza posiadanie odpowiednich umiejętności, doświadczenia i sprzętu.

W przypadku negatywnej odpowiedzi na któreś z tych pytań, nawet banalna, znana dobrze sadzawka, może okazać się śmiertelnie niebezpieczna...

Paweł Poręba

od autora strony:

Włodku generalnie masz rację, ale pisząc praktycznie a nie czysto teoretycznie to tylko opcja pierwsza czyli nurkowanie z liną asekuracyjno-sygnałową występuje jako kurs nurkowania pod lodem.

Opcja druga związana z poręczowanie jest umiejętnością z kursów jaskiniowych i czasami wrakowo-morskich. W części może być realizowana (zależy od standardów kursu) na kursach podlodowych jako opcja samoratownictwa.

Opcja trzecia czyli bez asekuracji nie jest nigdzie uczona jako kurs nurkowania pod lodem, umiejętności niezbędne do takiego nurkowania można nabyć na kursach technicznych, jednak aby tak nurkować należy pozytywnie odpowiedzieć sobie na szereg pytań, wymienię tylko najważniejsze.

  1. Czy posiadam odpowiedni sprzęt, umiejętności, doświadczenia?
  2. Czy akceptuje ryzyko związane z takim nurkowaniem?
  3. Czy mój partner akceptuje plan nurkowania?
  4. Czy znam akwen na tyle dobrze aby nawet w przypadku drastycznej zmiany widoczności nie stracić orientacji?
  5. Czy poziom umiejętności nawigacyjnych pod wodą jest u mnie na odpowiednim poziomie?
  6. Czy znam procedury w przypadku wystąpienia sytuacji awaryjnej?

Decyzja czy godzi się na takie nurkowanie zależy od nurka. Tylko nurek jest w stanie ocenić czy może wykonać dane nurkowanie. Jeżeli ma wątpliwości, to znaczy, że nie ma wątpliwości. Po prostu nie nurkuje.

Andrzej "Martin" Kasiński