Wypadek Wiktora.

Z ogromnym żalem i bólem informujemy, że w dniu 1 maja 2004 roku zginął tragicznie w trakcie nurkowania Wiktor Bolek. Był wybitną osobowością w świecie nurkowania, grotołazem mającym na swoim koncie liczne osiągnięcia w dziedzinie eksploracji jaskiń ale przede wszystkim był wspaniałym, otwartym i życzliwym wszystkim człowiekiem.
Zachowajmy Go w naszej pamięci...

Przebieg wypadku

Kiedy 1 maja o godzinie 6.30 wyjeżdżaliśmy we dwójkę z Wiktorem do leżącego w pobliżu Lipska kamieniołomu Wildschutz zupełnie się nie spodziewałem że może dojść już wkrótce do takiej tragedii. Wykorzystując długi majowy weekend planowaliśmy, w ramach przygotowań do tegorocznej wyprawy do Rumunii, wykonać tam dwa głębokie nurkowania do głębokości 70m. Standardowo naszym wyposażeniem były dwa rebreathery Buddy Inspiration. W pierwszy dzień Wiktor planował wykonać nurkowanie na powietrzu na około -50m, a następny już na trimixie na -70m.

Około godziny 11-tej byliśmy już na miejscu. Wildschutz to stary kamieniołom porfiru o głębokości przekraczającej 70m. Na jego terenie znajduje się doskonale zagospodarowana baza nurkowa posiadająca nawet komory dekompresyjne, o zwykłym sprzęcie medycznym już nie wspominając. Po wykonaniu wszelkich formalności i zniesieniu sprzętu na brzeg postanowiliśmy, że odpoczniemy kilka godzin przed nurkowaniem, jako że czasu mieliśmy dużo. A i słoneczna, ciepła pogoda i zielona trawa nie nakłaniała nas do pośpiechu.

Około 14-tej rozpoczęliśmy nurkowanie. Każdy z nas oprócz rebreathera miał jeszcze po dwie dodatkowe butle z gazami na wypadek awarii Inspiration, a Wiktor oprócz tego planował pozostawić pod wodą na sześciu metrach dodatkową butlę z tlenem do dekompresji. Nurkowanie rozpoczęliśmy razem a Wiktor rozpoczął poręczowanie i na sześciu metrach założył stanowisko do zamocowania butli z tlenem. Tam też przejąłem od niego kołowrotek i popłynąłem w dół poręczując, podczas gdy Wiktor rozpoczął wynurzanie po leżącą na brzegu butlę. To był ostatni raz, kiedy Wiktora widziałem żywego wykonującego właśnie rutynowe nurkowanie.

Po wynurzeniu się po 45 minutowym nurkowaniu zauważyłem, że na brzegu odbywała się akcja ratunkowa. Okazało się, że Wiktor wypłynął na powierzchnię już nieprzytomny. Pomimo tego, że bazie znajdowało się dwóch lekarzy i pełny sprzęt do reanimacji to trwająca 1,5 godziny akcja przywrócenia Wiktora do życia niestety nie dała rezultatu.

Późniejsza sekcja nie znalazła przyczyny śmierci i uważa się, że nastąpiła wskutek migotania komór serca.

 

Włodzimierz Szymanowski "Spryciula"
 tekst oryginalny http://www.pnj.sgw.wroc.pl/artykuly/bolek.php

 

Komentarze

Poniżej zamieszczam fragmenty z wypowiedzi dotyczących przyczyny wypadku zamieszczonych na Forum Nuras

 

Jak dostajesz hipoksji, to masz niedotlenione mięśnie. Jak masz niedotlenione mięśnie serca, to dostajesz zawału. Jak dostajesz zawału, to co zabija resztę tkanek? Niedotlenienie. Tylko, które było pierwsze? Myślisz, ze lekarz jest w stanie stwierdzić?

wilgoc + czujniki tlenu = niekoniecznie prawdziwe wskazania.

Sprzęt wyjęty z wody po wypadku i wysuszony = sprzęt w 100% sprawny

Kto jest lokalnym ekspertem od rebreatherow i ich konstrukcji? Taak... Przedstawiciel producenta. Na pewno będzie się starał udowodnić, ze to sprzęt zawiódł.

W zadziwiająco dużym % wypadków na rebreatherach przyczyna oficjalna jest "zawal/atak serca". No ale "... dopóki nie przeprowadzi się dokładnych badań demograficznych podatności na miażdżyce u użytkowników rebreatherow, nie wyciągajmy pochopnych wniosków.."

Moze tyle dobrego z tego wypadku wyniknie, ze w końcu nie da się wszystkiego zwalić na nurka/głębokość/trudne warunki lub wszystko podsumować stwierdzeniem, ze takie wypadki się zdarzały, zdarzają i zdarzać beda.

Polecam www.google.com "rebreather/inspiration death/fatality". Kupa czytania

Lobster

 

Witam,

nie jestem przedstawicielem producenta (no przynajmniej nie tego), jednak opierając się na jakiejś tam wiedzy o rebreatherach i na dostępnym pod wyżej zamieszczonym linkiem opisie wypadku dochodzę do wniosku, że najprawdopodobniej sprzęt tutaj nic nie zawinił.

Dlaczego?
Wpierw trzeba by było zastanowić się nad przyczynami fizjologicznymi, które mogły doprowadzić do sytuacji zdiagnozowanej przez lekarzy - czyli zawału serca. Mogły być trzy główne powody:

  1. nazwijmy to "naturalny" zawał serca,
  2. zawał spowodowany przeciążeniem mięśnia sercowego, które z kolei zostało spowodowane przez wzrost zawartości CO2 w czynniku oddechowym i co za tym idzie wzrostem częstości oddechu i pracy serca,
  3. zawał spowodowany niedotlenieniem czyli hipoksja spowodowana spadkiem zawartości tlenu w czynniku oddechowym.

Za wyjątkiem powodu numer 1 - pozostałe dwa mogły być spowodowane awarią rebreathera. Dlaczego jednak jest to w praktyce niemożliwe?

Przyczyna nr 2 - nadmierny wzrost poziomu CO2. Opierając się na danych z literatury branżowej - "normalny" człowiek podczas lekkiego wysiłku fizycznego emituje około 550 litrów CO2 na dobę. Zatem w czasie 6 minutowego nurkowania mogło powstać około 2,28 litra CO2. W praktyce mniej, bo nurek utracił przytomność przed wynurzeniem się. W stosunku do całości pętli oddechowej rebreathera + płuca + przestrzenie martwe itp - ilość ta stanowić mogła około 8-9% pod koniec 6 minuty i rosła w czasie nurkowania praktycznie liniowo, o ile założymy, że absorbentu w rebreatherze nie było lub był całkowicie nieczynny (czytaj zalana kompletnie pętla oddechowa). Można by więc przyjąć, że średni poziom CO2 wynosił około 4-5%. Jak to działa na nurka? Przy takim poziomie pojawia się co najwyżej lekkie przyśpieszenie oddechu. Po przekroczeniu około 8 procent - dodatkowo bóle głowy, w przedziale 10-20% - nudności, zaburzenia słuchowe, duszność, ponad 20% - porażenie czynności oddechowej. Aby tak się zaczęło dziać - musi podwyższenie zawartości CO2 trwać kilka-kilkanaście minut. Nie jest to bardzo szybki efekt.

Przyczyna nr 3 - za mały poziom tlenu w czynniku oddechowym. Sądząc z planowanej głębokości docelowej - diluentem było powietrze lub mieszanka o zawartości tlenu do powietrza zbliżona - ok 20% tlenu. Zakładając, że nastąpiła kompletna awaria układu zasilania tlenem w momencie zanurzenia i pętla oddechowa była wypełniana tylko diluentem na głębokości 6 metrów ciśnienie parcjalne tlenu wynosiło około 0,32 ata. Licząc podobnie jak w poprzedniej przyczynie objętość pętli oddechowej daje to w przeliczeniu na czysty tlen około 8 litrów czystego tlenu. Podczas lekkiego wysiłku człowiek zużywa około 1 litra tlenu na minutę. Zatem po 6 minutach zostało około 2 litry tlenu - co efektywnie daje ciśnienie parcjalne około 0.14 bar. Jest to lekko poniżej ciśnienia hipoksycznego, ale przejście przez 0,16 bar nastąpiło w 6-tej minucie (w piątej było jeszcze 0,19 bar) i tak lekkie niedotlenienie mogło spowodować najwyżej utratę świadomości (black-out) a nie zawał.

Przez powyższe wyjaśnienia nie chcę powiedzieć, że rebreathery nie zabijają. Tak - zabijają, ale ludzi, którzy: albo "wiedzą lepiej" albo "nic nie wiedzą". Choć Wiktora niestety nie znałem osobiście - lecz na podstawie tego co i jak osiągnął - nie sądzę aby należał do którejś z tych kategorii. Teoretyczne przyczyny nr 2 i 3 wiążą się z katastrofalnymi wręcz awariami rebreathera. Awariami, z którymi każdy, nawet początkujący nurek rebreatherowy począwszy od pierwszego kontaktu z tym urządzeniem jest oswajany i na które środkiem zaradczym jest po prostu przejście na oddychanie z układu otwartego i wynurzenie się. Awarie te dodatkowo musiałyby się wydarzyć przed wejściem do wody i przed testem sprawności rebreathera aby mogły spowodować śmierć nurka w tak krótkim czasie od zanurzenia.

Pozdrawiam, Marek Macner