Egipt niebezpieczne prądy

Oto opis wypadku w którym wzięło udział 12osób... (2 Belgów, 5 Portugalczyków i 5 Anglików)

Miejsce zdarzenia: rafa Brother Islands (miejsce atrakcyjne, ale... uważane za jedno z najtrudniejszych w realizacji nurkowań - oczywiście w opinii przewodników...)

Osoby uczestniczące:
11 nurków w wieku od 25 do 50 lat, szkoleni w różnych organizacjach ze stopniami odpowiadającymi od AOWD do Instruktora w PADI. Min. ilość zalogowanych nurkowań 130, max. trochę ponad 600. 4 osoby nurkowały już na Brothers od 2 do 4 razy. Oraz 1 przewodnik.

Wyposażenie nurków:
od 5mm pełnych skafandrów z kapturem do 2mm shorty... Na grupę przypadało 8 bojek, 6 metrów liny, 3 latarki, 2 butle pony, 1 video kamera i jeden aparat foto.

Warunki:
stan morza 2,5; prąd 1,5m/sek; wiatr 5; słonecznie; falowanie wyczuwalne na 5 metrach; wysokość fali na powierzchni 1,5 metra; widoczność pod wodą 15-20 metrów.
Nurkowie zostali poinformowani, o silnym prądzie, który w końcowej fazie nurkowania będzie utrudniał pozostanie w rejonie rafy, wypychając nurków na pełne morze...

Plan:
Grupa dzieli się na pary, wszyscy dowożeni są w rejon zrzutu w dwóch etapach: pierwsza grupa z przewodnikiem, który wchodzi do wody jako pierwszy oceniając warunki, chwilę później do wody wchodzi reszta osób dowieziona drugim zodiakiem - zrzut 10 metrów od rafy. Nurkowie mają pozostawać w stałym kontakcie wizualnym z rafą (dystans 15-20 metrów). Jeden zodiak pozostaje w rejonie nurkowania, drugi - awaryjny czeka przy łodzi. Łódź stoi na zawietrznej za "Małym Bratem". Nurkowie kończąc nurkowanie mają być przechwyceni przez zodiaki, albo samodzielnie dopłynąć do łodzi. max. czas nurkowania 60min.

Co się stało naprawdę...
godz 7.10 - dwa pontony ruszają w rejon zrzutu. Po zanurzeniu wszyscy mają kontakt z rafą mając ją w odległości od 10-20 metrów, na głębokościach od 15-30 metrów. Początkowo wszystko przebiega zgodnie z planem. Po kilku minutach ktoś sygnalizuje że coś dużego pływa po stronie otwartego morza. Cała grupa słyszy i widzi sygnał i wszyscy ruszają w kierunku błękitu oddalając się jakiś czas od rafy. Był to krytyczny moment całego nurkowania.

Kiedy pierwsza osoba z całej grupy odwróciła się w kierunku rafy, tej nie było... Była to 17minuta nurkowania. Rozpoczęto awaryjne wynurzenie z 25 metrów płynąc w domniemanym kierunku rafy. Jako pierwszy wynurzył się przewodnik (kontrola położenia) po czym stawia boję i wraca pod wodę. Drugi z nurków osiąga powierzchnię w 20 minucie i stwierdza, że znajduje się ok. 300 metrów od wyspy i łodzi. Zanurza się z powrotem i zbiera całą grupę na przystanku bezpieczeństwa. W 33 minucie cała grupa znajduje się na powierzchni. Odległość od łodzi wynosi 600-1000metrów. Wszystkie 8 bojek postawionych. Grupa szybko zorientowała się, że znajdują się pomiędzy słońcem i statkiem, więc szanse na zauważenie gdzie są - bardzo szybko spadają (warto pamiętać o 1,5metrowej fali).

Grupa zaczyna dyskusję co robić. Jedni proponują utrzymać stałą pozycję w stosunku do łodzi - czyli stale płynąć pod prąd - na szczęście dochodzą do wniosku, że to raczej kiepski pomysł. Nurkowie znaleźli się na powierzchni w 30 min nurkowania - alaram na łodzi podniesionoby w 35 min później. Grupa decyduje pozostać w zwartej formacji na powierzchni. Siła wiatru i kierunek prądu spowodowały, że bardzo szybko stracili z oczu nawet latarnię na wyspie. Grupa znalazła się na pełnym morzu...

Pczątkowo grupa płyneła na obszarze 20x 20 metrów - z biegiem czasu płynęli coraz bliżej siębie. W pewnym momencie nurkowie decydują się na zrzucenie balastu - przytomnie pozostawiają jednak pasy balastowe.

Godz. 9.30 grupa zauważa jeden z pontonów, który szukał ich w odległości 300-500 metrów od grupy. W pewnym momencie ponton zawrócił...

Przez następne 5 godz. grupa płynie luzem niewiel mówiąc - czas płynął bardzo szybko... Grupa szybko zmieniła sposób myślenia - najważniejsze przeżyć i nie tracić energii.

Duże fale spowodowały u 3 osób silne wymioty - na grupę nie wpłynęło to pozytywnie: u całej trójki odwodnienie następowało znacznie szybciej.

Godz 14.00-15.00 - pierwszy moment krytyczny: spada morale, spodziewali się szybszego ratunku, zbijają się ciaśniej, niektórzy śpią, trzymają się (grupa płynie w pełnym słońcu bardzo szybko się odwadniając). Pojawiają się pierwsze objawy odwodnienia.

Godz 15.00-16.00 zauważyli dwie łodzie płynące w tym samym kierunku (wyglądały jak te, które cumowały obok ich łodzi przy Brothers) - niestety dystans wynosił blisko 2km... Grupa poczuła się mimo wszystko lepiej - ktoś nas szuka. Jakiś czas później pojawia się duży statek handlowy - ciągle jednak za daleko.

W pewnym momencie na niewielkiej wysokości zauważają samolot, który wykonuje regularne wzory nad powierzchnią morza. Wszystko dzieje się jednak o dużo za daleko na wschód od nich. Grupa przeżywa kolejny kryzys: "jesteśmy poza strefą poszukiwań"!

Następuje podział grupy: jedni chcą dalej dryfować oszczędzając siły, pozostali płynąć bliżej rejonu poszukiwań. W kierunku statku handlowego ruszają 4 osoby. Statek mija je niezauważone w odległości ok. 1km.

Niestety wszystkie widoczne jednostki zaczęły zawracać. Czwórka zaczęła wracać do głównej grupy. Na szczęście wysokość fali zmniejszyła się nieco i grupa szybko nawiązała kontakt z wracającą czwórką.

Jakiś czas później pojawia się kolejny samolot - tym razem nadlatuje z kierunku w którym oni płyną. Grupa kładzie na powierzchni wszystkie kolorowe rzeczy - skafandry, płetwy, machają bojkami, krzyczą... Samolot mija ich w odległości ok. 200metrów - nikogo nie zauważa...

W miedzyczasie do ośrodka zarządzającego akcją dociera informacja z jednego z samolotów, że coś unosi się na wodzie na północny zachód od Brothers (kierunek przeciwny do prądu i wiatru) - to właśnie spowodowało, że wszystkie łodzie popłynęły w tamtym kierunku, a znaleziono... śmieci.

Grupa przygotowuje się do przetrwania nocy. Powiązali się pasami i linkami z bojek, przydzielili sobie numerki od 1 do 12 i cały czas kontrolowali przytomność wszystkich osób wywołując poszczególne numerki... Dwie osoby mają objawy hipotermii, trzy kolejne są bardzo silnie wychłodzone. Grupa gra w różne gry, postanawia w ciągu nocy płynąć wolno na zachód w kierunku brzegu, który jak przypuszczają znajduje się ok 40km od nich.

Zapadła noc. Grupa wolno porusza się na zachód. W pewnym momencie posiadacze butli pony postanawiają je zrzucić - stawiają zbyt duży opór w wodzie. Grupa pomaga i równocześnie zauważa w sporej odległości światła pozycyjne łodzi. Uruchamiają wszystkie trzy latarki i zaczynają sygnalizację. Postanawiają utworzyć rząd i sygnalizować z jego końców. Jendna z posiadanych latarek ma bardzo dużą moc. Grupa zaczyna dyskusję co robić. Machać światłem, włączać - wyłączać, świacić na boje, w niebo...

Później okazało się, że światła zostąły dostrzeżone, ale załoga łodzi sądziła, że ma do czynienia z kutrem rybackim - światła były zbyt daleko od siebie...

...jednak nie zauważono echa na radarze co spowodowało zmianę kierunku płynięcia łodzi.

Grupa została uratowana o 20.30 przez załogę łodzi THUNDERBIRD (w tej grupie poszukiwawczej znalazły się 3 łodzie wspomniany Thunderbird, Royal Emperor i Blue Pearl), w odległości 42 km od Brothers, w 13,5 godz od rozpoczęcia nurkowania.

Ciekawostka:
cała grupa poprosiła załogę Thunderbird o transport na ich łódź - Oyster i...
...następnego dnia kontynuowali nurkowanie...
Cała ekipa nurkowa została gorąco powitana w Hurghadzie przez Gubernatora rejonu Morza Czerwonego i zaproszona na kolejne safari na jago koszt.

Dorota i Wojtek

 

Opis tego wypadku spowodował liczne dyskusje nie tylko na naszym Forum.

Aby odpowiedzieć na część pytań, które zostały zadane tu i tam postaramy się powrócić jeszcze raz do naszego pierwszego opisu:

- podaliśmy stopnie nurkowe osób biorących udział w wypadku, zaznaczając, że są to odpowiedniki stopni nadawanych przez PADI - naszym zdaniem rozpatrywanie wypadku w kategoriach przynależności organizacyjnych nie ma sensu...

- zaznaczyliśmy, że grupa podzieliła się na zespoły 2-osobowe. Nad Morzem Czerwonym nie ma obowiązku (z kilkoma wyjątkami nie mającymi żadnego wpływu na przebieg wypadku) pływania z/za przewodnikiem. W tym konkretnym wypadku grupa przez całe safari pływała w parach, tak więc, mówimy o sytuacji, kiedy w wodzie znalazło się 6 dwu-osobowych zespołów.

- rejon Brother Islands znany jest z silnych prądów. Zanim zaczniemy się zastanawiać nad możliwymi rozwiązaniami, weźmy pod uwagę podaną szybkość prądu 1,5m/sek. Oznacza to m.in., że jeżeli pozostajemy w bezruchu, prąd przesuwa nas w przeciągu 1minuty o blisko 90metrów. Pod prąd o wartości ponad 1m/sek nie da się efektywnie płynąć w toni dłużej niż 3-5min - przy dobrej kondycji - pamiętajmy, że musimy w takiej sytuacji rozwijać prędkość przekraczającą 1,5m/sek). Jeżeli partner zatrzymał się na 2 min, żeby zrobić zdjęcie, a my tego nie zauważymy - nasze szanse na odnalezienie go w takim prądzie są równe zeru.

- na jednym z for dyskusyjnych przeczytaliśmy, że ktoś zaproponował powrót po dnie w rejon rafy... Dno w rejonie wypadku położone jest na głębokości 80-120 metrów. Każde zwiększenie głębokości podnosiłoby naszym zdaniem ryzyko wystąpienia dalszych problemów.

- inna propozycja była taka, że można było sprawdzić kurs do rafy i wrócić na kompas. przy podanych warunkach prądowych jest to niemożliwe - sprawę dodatkowo komplikuje w tym rejonie fakt, że prąd nie płynie stale równolegle do rafy - w pewnym momencie odbija od niej kierując się na pełne morze...

Dorota i Wojtek