Na smyczy.


Poniższe wypowiedzi pochodzą z grupy dyskusyjnej pl.rec.nurkowanie, zostały wywołane relacją z wypadku na Jeziorze Trześniowskim

A mi na kursie P2 Mysza przekazał m.in. fajny patent. Zawsze wolny karabińczyk na d-ringu. W razie kłopotów - klik-klik i już jesteśmy razem na dobre i na złe. Taki wypadek jak na Trześniowskim już się wtedy nie zdarzy. No ale teoria, teorią, a praktyka - sobie. W czasie kursu, podczas wynurzania z oddychaniem partnerskim zerwałem sobie maskę, zapomniałem wtedy już o wypuszczaniu powietrza na ostatnim metrze, ogólnie wesoło było, łaskotanie (na szczęście tylko łaskotanie) w płucach i dużo stresu. Co by było w rzeczywistości? Jednym słowem - ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, także po kursie - plastik w kieszeni to jeszcze nie umiejętności.

pzdr Łukasz Karpiesiuk

 

To nie jest fajny patent, podobnie jak np. brak możliwości zrzucenia balastu albo przypięta bojka przy wypuszczaniu. Przy Twoim/Myszy rozwiązaniu mogło skończyć się dwoma nieboszczykami, a nie jednym.

pzdr Jan

 

Panie Janku to prawda istniej takie ryzyko, że będą dwa trupy ale istnie prawdopodobieństwo że będę dwaj żywi!! Zawsze można się odciąć! Wiesz ile rozwiązań tyle opinii.. ... ja udzielałem właśnie w taki sposób pomocy i to był jedyny sposób, żeby kolegę wyciągnąć z wody ..był ode mnie ok 2 m. i był w szoku .. nie mógł mi w ten sposób zrobić krzywdy.. tzn. zerwać maski, wyrwać automatu ... tak więc wiesz to różnie bywa..

anton


A co z "klasycznymi " sposobami wyciągania nurka w panice... Mówię tu np. o oplynienciu i chwycie za zawór. Nie przekonuje mnie nadal ta metoda ze "smyczą", będąc 2 m od kolegi nie jesteś w stanie kontrolować jego bcd, a o utrzymaniu regulatora w ustach nie wspomnę, linka tez utrudnia ewentualne "oplyniecie".
Odnośnie do całej dyskusji jaka powstała na temat tej metody, zastanówcie się co zrobimy jak tej smyczy nie ma, i nie ma 3 m octopusa i sprawdzonego partnera do ratowania. Co zrobimy jak nurkujemy na pożyczonym sprzęcie w tropikach, z przygodnym buddy z Niemiec. Myślę, ze lepsze będą sprawdzone "podręcznikowe" metody. Aczkolwiek każda metoda jest dobra jeśli jest skuteczna, wolałbym jednak nie eksperymentować z nowa przy tylu niewiadomych.

pozdrawiam Miron


Oczywiście masz racje .. ale ja nie powiedziałem, że to jest jedyna metoda .. ta linka daję ci pewność ze nie zgubisz partnera pod wodą . . oczywiście że musisz być jak najbliżej niego .. masz wtedy większą kontrole to jest poza dyskusja ale połączenie daje ci komfort ze go nie stracisz jak się rozłączycie .. i własnej jak tak miałem był blisko i nagle gościa nie ma a trzymaliśmy go za fraki... potem jak latawca przyciągnąłem go siebie i było ok.. tak wiec jedno nie wyklucza drugiego...

anton


To zależy, jeśli możesz go szybko rozłączyć, to w sytuacji beznadziejnej zawsze go puścisz. Ale to jest twój wybór, a nie przypadek. Jak ktoś jest pewny swojego opanowania, chwytu i tego, że będzie zawsze panował nad sytuacją, nie musi niczym przypinać. Tylko, czy możesz być tego pewny? W sumie patent z k arabinkiem był przedstawiany na kursie jako opcja, bardziej przydatna przy holowaniu na powierzchni, ale także do wykorzystania pod wodą. Ratownictwo na kursie odbywało się poprzez różne metody chwytu ręcznego i ręczno-nożnego, na misia itp. MSZ karabińczyk to nie jest złe rozwiązanie, zwłaszcza z tą linką, o której mówił Anton. Nie porównuj tego z przypinaniem bojki lub brakiem możliwości zrzucenia balastu. Czym się różni wypięcie karabinka i zrzucenie "nieprzytomnego balastu" w otchłań na pastwę losu od zrzucenia kieszeni balastowej? MSZ niczym (w sensie technicznej wykonalności oczywiście). Karabinek _zawsze_ możesz rozpiąć.

pzdr Lukasz Karpiesiuk


Zakładamy hipotetycznie, że Twój partner wymaga pomocy:

  • nie ma powietrza,
  • narkoza,
  • zawal,
  • zgubił maskę i spanikował itd.
W każdym z tych przypadków powinieneś być na tyle blisko, aby móc trzymać mu automat, odchylać głowę, operować jego kamizelką albo tylko być, żeby Cię widział i uspokoił. Wiązanie go nie ma sensu, chyba ze nie panujesz nad sytuacja. Jak nie panujesz, to nie wiąż, bo to tym bardziej niebezpieczne. Linki pod woda bywają wredne i zanim się zorientujesz i odepniesz, potrafią narobić dużego kłopotu.

pzdr Jan


Oczywiście masz racje .. ale ja nie powiedziałem, że to jest jedyna metoda .. ta linka daję ci pewność ze nie zgubisz partnera pod wodą . . oczywiście że musisz byc jak najbliżej niego .. masz wtedy większą kontrole to jest poza dyskusja ale połączenie daje ci komfort, że go nie stracisz jak się rozłączycie .. i własne jak tak miałem był blisko i nagle gościa nie ma a trzymaliśmy go za fraki... potem jak latawca przyciągnąłem go siebie i było ok.. tak wiec jedno nie wyklucza drugiego...

anton


hmm ten patencik z linka jest mocno dyskusyjny moim zdaniem, juz widzę jak ratowany podczas wynurzania wpada w panikę, a ja szamoce się w poszukiwaniu noża lub karabińczyka żeby nam obu nie zrobił krzywdy. Zdanie "razem na dobre i na źle " jest w tym przypadku chyba nie na miejscu, przypomnę Panom z kursu, ze najpierw jest życie ratownika potem ratowanego. Może to brutalne, ale prawdziwe. Natomiast patent z linka można dyskutować w odniesieniu np. do ntroductionary dive lub inaczej discover scuba, ale z zupenie innych przyczyn.

pozdrawiam Miron


Witam,
Miałam takie doświadczenie z linka podczas nurkowania głębokiego na kursie AWD. Nurkowaliśmy w zatoce, (Dublinskiej) widoczność nie przesadze jesli powiem pol metra, nurkowanie jak nocne, schemat ja plus przygodny buddy i instruktor schodzimy na 32m, sprawdzamy swoje reakcje i wiadomo - wynurzamy sie. Przygodny buddy mial suchy skafander od niedawna i jeszcze niezbyt opanowana plywalnosc w tymze (uciekl instruktorowi w czasie poprzedniego nurkowania..). Ja bynajmniej nie zostalam uprzedzona ze zostane "spieta" z buddiem, i tak podczas schodzenia ciach ciach i instrukor nas spial. Linka miala taki patent smyczy, po srodku z uchwytem dla instruktora..w sumie dobrze ze bylismy spieci bo tak jak pisalam widocznosc zero a buddy mial duze sklonnosci do wind..jednak kiedy na 30 metrach ten wlasnie buddie zlapal za duza pozytywna plywalnosc i zaczal wyciagac się w gore szarpiac mnie przy tym niemilosiernie - w warunkach zerowej widocznosci i calej masie zawiesiny - no coz..wtedy nie myslalam ze to dobry pomysl i nie powiem..przeszlo mi przez mysl "a odciac się w cholere..;)", w sumie jednak w takim przypadku linka byla dobrym pomyslem - ja jednak z własnej woli nie spielabym się z przygodnym buddy. Co na to instruktorzy?

annabanach


Wiesz, to co innego zapiać się już na górze i schodzić w dodatku z kimś kogo nie znasz .. twoja wola, ale akurat w tym konkretnym przypadku uważam, że jeżeli wasz instruktor był opanowanym i dobrym nurkiem to ten pomysł złączenia w takich warunkach był najbezpieczniejszym.. inna ocena oczywiście tego w suchym .. nie robi się takich rzeczy w niesprawdzonym sprzęcie..

pozdro Anton



Mówiliśmy o spinaniu się w razie kłopotów, a nie zlej widoczności. Co do Twojej historii, to ja bym nie wiązał, tylko nurkował z każdym z Was oddzielnie z powodu trudnych warunków i partnera w nowym suchym.

pzdr Jan