Pytanie o wypadki nurkowe pl.rec.nurkowanie

Poniżej zamieszczam dwie wypowiedzi, zamieszczone na grupie pl.rec.nurkowanie na temat wypadków nurkowych. Myślę że świadczą one dobitnie, o potrzebie zbierania opisów wszelkich sytuacji niebezpiecznych, które wystąpiły w czasie nurkowania. Nie jest moim celem prowadzenie statystyki, dotyczącej wypadków nurkowych, a chęć uświadomienia, że nurkowanie może być potencjalnie sportem niebezpiecznym. Brawura, zły sprzęt, brak podstawowych umiejętności, brak doświadczenia, niedouczenie, przecenianie własnych umiejętności i stres, to najczęstsze przyczyny wypadków.

Na temat wypadków mam własną teorię:

  1. Nurkowanie jest sportem bezpiecznym, jeżeli nurkujemy w granicach naszych możliwości (postaram się tę myśl rozwinąć).
  2. Nie mają wypadków nurkowych, tylko Ci, co nie nurkują.
  3. Wypadek, może zdarzyć się najlepszemu nurkowi. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich okoliczności nurkowania.
  4. Czym trudniejsze nurkowanie, większe prawdopodobieństwo wystąpienia wypadku. Nurkujmy więc konserwatywnie.
  5. I najważniejsze. Groźne wypadki zdarzają się dopiero, kiedy wystąpią co najmniej dwa czynniki prowadzące do wypadku. Jeden problem, potrafimy najczęściej rozwiązać. Więc mój apel:
      • nie wchodźmy do wody, kiedy pierwszy czynnik już wystąpił, bo jak wystąpi drugi to sobie nie poradzicie.
      • jeżeli wystąpił pierwszy czynnik, nie czekamy na drugi, tylko kończmy nurkowanie.

Wypadek

Na koniec definicja. Wypadek to każda sytuacja, zmuszająca nas do zmiany planu nurkowania. śmierć, czy utrata zdrowia to przypadki ekstremalne.

Staram się na stronie Nurkomanii przedstawiać wiedzę nurkową, ale wiem że wszystkiego sam nie napiszę zapraszam do współpracy. Zakładam nowy dział "opowieści ku przestrodze", w którym będę zamieszczał wszystkie opisy sytuacji, które mogły doprowadzić (ale nie doprowadziły) do poważnego wypadku. Czytajcie i wyciągajcie wnioski.

PS. jako instruktor z kilkuletnim stażem sam miałem kilka "nietypowych" sytuacji pod wodą, sporo też słyszałem "ciekawych" opowieści. Mam pokorę przed wodą i mam nadzieję, że Ty, kolego nurku, też ją masz. Nie piętnujmy innych za błędy, ale uczmy się, na ich błędach, oby było ich jak najmniej.

Pozdrawiam Andrzej Martin Kasiński

Od: "otffin" 
Temat: Re: pytanie o wypadki
Data: 11 grudnia 2002 11:45

Cześć, IMHO, są co najmniej dwa powody hamujące publikacje szczegółowych relacji z wypadków:

  1. Kwestia odpowiedzialności prawnej osób organizujących nurkowanie lub tylko towarzyszących ofierze wypadku. Nawet jeśli w relacji nie podajemy nazwisk uczestników ani miejsca zdarzenia, polski świat nurkowy jest na tyle mały, ze każdy średnio inteligentny śledczy natychmiast zidentyfikuje o kogo chodzi. I każde słowo napisane może zostać użyte przeciwko. Nic więc dziwnego, ze najczęściej uczestnicy i organizatorzy milczą lub podają tylko ogólnikowe informacje. Tak to już niestety jest, ze nurek może podpisać waiver dowolnej treści, a na koniec jego partnur lub divemaster i tak nie uniknie rozmów z prokuratorem na temat "nieumyślnego spowodowania śmierci". Jest to pewien paradoks naszego sportu i nie wydaje mi się, żeby szybko znalazło się jakieś sensowne rozwiązanie.
  2. Wykorzystywanie wypadków przez konkurujące organizacje lub przedsiębiorstwa nurkowe. Jeżeli przyjmiemy założenie, ze bez błędu nie ma wypadku (myślę, ze to prawda w 999 przypadkach na 1000) to każda taka sytuacja może być użyta jako przykład nieudolności instruktora (źle nauczył), divemastera (brak kwalifikacji do prowadzenia nurków pod woda), organizatora (nieumiejętność zabezpieczenia na wypadek awarii) lub wreszcie samego nurka (szkolił się w niewłaściwej organizacji u niewłaściwego instruktora).

Ci, którzy czytają listę (pl.rec.nurkowanie) dłużej niż 2 miesiące wiedza co mam na myśli. O tym co się dzieje w dyskusjach "niepisanych" to w ogóle szkoda gadać. To jest wojna między "big egos" o, może niewielkie, ale jednak pieniądze. Osobiście wole czytać o wypadkach niż je mięć. Rozumiem kolegów i partnurów ofiar, ze bezpośrednio po zdarzeniu nie chcą o nim pisać. Rozumiem tez, ze pisanie o popełnionych przez ofiarę błędach jest odbierane jako szarganie jej dobrego imienia, choć moim zdaniem to nonsens. Podawanie nawet mało oryginalnych przyczyn wypadku (np. narkoza azotowa) może uratować komuś innemu zdrowie lub życie i z tego chociażby względu prawda jest ważniejsza niż pamięć o koledze.

I żeby nie było niejasności. Zdaje sobie sprawę z tego, ze często nie wiadomo do końca co się naprawdę zdarzyło i jakie były przyczyny wypadku. Jednak nawet spekulacje potrafią być pouczające, o ile ich prawdziwym celem nie jest s±d nad ofiarą z powodów opisanych przeze mnie powyżej.

Pozdrawiam - otffin

 

Opis wypadków - dobra rzecz. Ale aby istniał, Koledzy Instruktorzy i Płetwonurkowie muszą przełamać bariery i dzielić się swoimi, nawet drobnymi wpadkami i przygodami. Obecnie (jak wynika z praktyki) raczej nikt się do nich nie przyznaje wolą czytać o wpadkach innych. Popełnienie błędu to na razie - w tym super profesjonalnym środowisku - dyskwalifikacja. Może czas to zmienić? Zacznijmy więc od siebie!

Niestety o wypadkach mówi się o nas w nieco dziwny, typowy dla Polaków sposób. Zamiast skupić się na błędach popełnionych podczas danej akcji, tak byśmy mogli wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski i mieć możność uniknięcia takiej sytuacji w przyszłości szuka się winnych i skupia krytykę na danej osobie a nie problemie.
Sprawa opisywania publicznie takich zdarzeń w tej sytuacji jest dość trudna. Pisanie o wypadku kolegi, może spowodować krytykę jego osoby, często niesłuszną na skutek np. nieobiektywnego przedstawienia sprawy, brak pełnej informacji czy też błąd w ocenie.
Nawet jeżeli dany wypadek przedstawi się w miarę obiektywnie to zawsze znajdzie się ktoś, kto wtrąci swoje trzy grosze (na liście jest to dość częste) nie mając o tym za wielkiego pojęcia i zaczyna się idiotyczna dyskusja na często tragiczny w skutkach temat, czyli wypadek. W związku z tym nie każdy może życzyć sobie aby opisywać jego "przygodę".

Dlatego przerwałem publikowanie opisów wypadków na liście , pomimo pozytywnych komentarzy od grupowiczów, które otrzymywałem na priva.

Obawiam się, że wraz z upowszechnieniem naszego sportu nastąpi nieproporcjonalne zwiększenie liczby wypadków. W tym roku byłem 6 razy w kamieniołomie Strzeblów.
Na te 6 razy byłem świadkiem 2 bardzo niebezpiecznych sytuacji (jedna dziś). Przy czym na te 6 razy tylko 3 razy nie byłem sam (wraz z moimi partnerami) w Kamieniołomie. Te 2 przypadki to nie tylko zwyczajne zamarznięcie automatu ale znacznie niebezpieczniejsze sytuacje.

Jeżeli w sumie trzy razy widziałem innych nurków w kamieniołomie i na te 3 razy 2 razy miały miejsce sytuacje, które oceniam jako bardzo niebezpieczne to można zadać sobie pytanie co będzie dalej? Trochę skomplikowana ta statystyka ale myślę, że wiecie o co mi chodzi. Niestety nie zawsze podstawowe wyszkolenie na którymś z krótkich, kursów komercyjnych jest wystarczające aby posiąść podstawową wiedzę i umiejętności do nurkowania w zimnej wodzie. To taka refleksja.

Pozdrawiam wszystkich nurów. Krzysiek.