Niebezpieczeństwa freedivingu

freediving


Słynny film Luc Bessona "Wielki Błękit", którego kanwą jest rywalizacja dwóch fenomenalnych płetwonurków, oparty jest na autentycznych wydarzeniach, prawdziwym współzawodnictwie w latach 70. Francuza Jacquesa Mayol z Włochem Enzo Maiorca. I oto, najwidoczniej historia lubi się powtarzać, po upływie dwóch dekad świat ponownie jest świadkiem pojedynku niezwykłych płetwonurków: Kubańczyka Francisco Ferrerasa i Włocha Umberto Pelizzari. Ten pierwszy, bez butli do oddychania, mając w płucach tyle powietrza, ile zaczerpnął jednym haustem na powierzchni, osiągnął głębokość 130 m. W odpowiedzi na ten wyczyn, Umberto Pelizzari - zanurkował na głębokość 131 m. Od zanurzenia do powrotu na powierzchnię upłynęły trzy minuty i trzydzieści trzy sekundy.

Co grozi płucom

Wbrew temu, co można by z pozoru sądzić, nie długotrwałe wstrzymywanie oddechu stanowi główną przeszkodę w nurkowaniu jak najdalej w głąb, lecz ciśnienie. Co 10 m rośnie ono o 1 kilogram na centymetr kwadratowy, czyli tyle, ile wynosi ciśnienie atmosferyczne; na głębokości 130 m wynosi 14 kg/cm kw., czyli czternaście razy więcej, niż odczuwamy chodząc po lądzie. Kości człowieka, a także jego mięśnie, ścięgna, nie doznają z tego powodu szwanku, mogłyby wytrzymać jeszcze znacznie więcej. Również krew, limfa zawarte w organizmie, nie ponoszą z tego powodu uszczerbku.

Newralgiczny punkt to gaz, powietrze zaczerpnięte w płuca. Jego objętość zmniejsza się odwrotnie proporcjonalnie do ciśnienia, czyli na głębokości 10m, gdzie panuje ciśnienie 2at objętość jest dwa razy mniejsza, na głębokości 20m, gdzie panuje ciśnienie 3at objętość  jest trzy razy mniejsza itd. Im głębiej schodzi nurek, tym bardziej trzewia klatki piersiowej naciskają na przeponę, która z kolei uciska płuca. Niepodobna, aby tak trwało w nieskończoność, bowiem elastyczność klatki piersiowej, a także organów, choć duża, nie jest nieograniczona. Na głębokości około 40 m organy nie potrafią już skutecznie chronić płuc, ciśnienie wewnętrzne w płucach staje się mniejsze od panującego na zewnątrz w wodzie. Teoretycznie, klatka piersiowa powinna zostać zgnieciona. Na początku naszego stulecia anatomowie twierdzili, że - właśnie z tego powodu - żaden człowiek nie jest i nigdy nie będzie w stanie zanurkować głębiej niż 50 m. Tymczasem, wbrew fizjologii, wbrew depresji w płucach, niektórzy ludzie wynurzali się żywi osiągnąwszy bez aparatury do oddychania głębokość 60 m. Jak to możliwe?

Gdy depresja płucna staje się zbyt duża, wszystkie naczynia krwionośne w pobliżu "nadymają się", zachodzi zjawisko nazwane "blood shift" - podstęp, fortel krwi; wyrównuje ono ciśnienie wewnętrzne i zewnętrzne klatki piersiowej, nie dopuszcza do jej zgniecenia. Ale, zwiększone ciśnienie może spowodować przeniknięcie krwi "na siłę" poprzez ścianki komórek, krew i limfa napełniają wówczas pęcherzyki płucne - następuje poważny wypadek.

Co grozi sercu

Już po kilku metrach schodzenia w głąb, ciśnienie powoduje kurczenie się drobnych, "końcowych" naczyń krwionośnych w całym ciele. Z tego powodu krew napływa obficiej do środka ciała, a konkretnie do mózgu, serca, płuc, wątroby, czyli newralgicznych narządów podtrzymujących życie; w ten sposób natura daje pierwszeństwo tym organom, od których zależy funkcjonowanie i wręcz życie całego organizmu. Jednak skutek uboczny jest taki, że serce pracuje o wiele intensywniej, musi przetaczać tę samą ilość krwi po krótszym obwodzie, tzn. prędzej, przy czym, na głębokości 130 m, musi to robić pod ciśnieniem czternastokrotnie większym niż w normalnych warunkach.

Na szczęście, na głowie znajdują się specjalne receptory wrażliwe na wodę. Dlatego, gdy nurek (każdy człowiek) zanurza twarz w wodzie, automatycznie, na skutek "archaicznego odruchu fizjologicznego", dochodzi do spowolnienia rytmu serca. U niektórych wytrenowanych osób pozostających nieruchomo pod wodą, serce uderza zaledwie 10 razy na minutę, ludzie tacy potrafią spędzić w ten sposób, bez oddychania, do ośmiu minut. Dzięki temu mechanizmowi ciśnienie tętnicze pozostaje normalne także wówczas, gdy drobne naczynia kurczą się i zamykają, a cała krew musi się zmieścić w pozostałej części układu krwionośnego.

Umberto Pelizzari i Francisco Ferreras dotarli do głębokości 130 m i powrócili na powierzchnię w ciągu trzech i pół minuty. W tym bardzo krótkim czasie w ich organizmach dwa razy nastąpiła "rewolucja", o jakiej mowa. Nie każde serce jest w stanie wytrzymać takie obciążenie, a raczej jedno na milion; po prostu, grozi mu "pęknięcie", zawał.

Co grozi głowie

W czasie wypływania z głębiny ku powierzchni, ciśnienie wody na zewnątrz ciała nurka maleje. "Zaskoczone" tą nagłą zmianą, skurczone przed chwilą drobne naczynka krwionośne opieszale bądź wcale nie powracają do zwykłej objętości. Niestety, owo skurczenie dotyczy także naczyń doprowadzających krew do mózgu; jest on pozbawiony dopływu świeżej krwi, a więc tlenu; w rezultacie, nurek - dosłownie - traci głowę. Pół biedy gdy omdlenie nastąpi już po wynurzeniu, gdy w pobliżu czuwa fachowa (!) pomoc medyczna; ale co wtedy, gdy powracający z głębiny, nie daj Boże samotnie uprawiający ten sport, straci świadomość kilka metrów pod wodą? Otóż, dokładnie wiadomo, co wtedy.

Mózg bezwzględnie nie znosi niedostatku tlenu. Po trzech minutach beztlenowej diety zachodzą w nim nieodwracalne uszkodzenia. Niestety, w czasie nurkowania również napływ krwi do mózgu może spowodować podobne skutki. Gdy nurek schodzi w głąb, wzrasta ciśnienie; pod wpływem tego rosnącego, zewnętrznego ciśnienia, więcej tlenu zmagazynowanego w płucach rozpuszcza się we krwi; w efekcie, na dużej głębokości, organizm jest fantastycznie dotleniony, całe ciało, człowiek czuje się "jak ptak", "jak ryba", odczuwa euforyczną radość i "moc", jest aktywny, mięśnie zużywają dużo tlenu. Jednak, w czasie powrotu na powierzchnię, gdy zewnętrzne ciśnienie wody maleje, tlen staje się mniej rozpuszczalny we krwi, ciężko wydobyć go z pęcherzyków płucnych. Tymczasem organizm łaknie tlenu, przecież zużył go bardzo dużo w stanie euforii; a tlenu brak, także w mózgu; grozi utrata świadomości; gdy dojdzie do tego przed wypłynięciem na powierzchnię, nurek utonie.

Co grozi nieostrożnym

Championi tej konkurencji - Pelizzari, Ferreras, Charrier - wszyscy oni intensywnie trenują pod kontrolą lekarzy sportowych i naukowców fizjologów; nauka korzysta z ich pasji i szaleństwa, aby, asystując im, badać organizm człowieka w warunkach nieosiągalnych nawet w laboratoriach (nie mówiąc o etycznej stronie takich ewentualnych doświadczeń). Ale oprócz tych - w zasadzie - królików doświadczalnych, tego sportu próbują niedouczeni amatorzy żywiący niezachwiane przekonanie, iż nic im nie grozi. Ci ludzie, obejrzawszy fascynujący film "Wielki Błękit", postanowili znaleźć się tam osobiście, tak jak bohaterowie, bez oddechu. Niestety, jakże często wypływają bez życia. Tylko we Francji, która prowadzi tego rodzaju statystykę, na Lazurowym Wybrzeżu co roku ginie w ten sposób około 20 osób, wypadek z reguły następuje podczas powrotu, na skutek niedotlenienia mózgu.

Co gorsza, nieświadomi praw fizjologii, amatorzy nurkowania bez oddechu wentylują płuca przed zanurzeniem. Ta hiperwentylacja polega na tym, że przez kilka minut nurek szybko, głęboko, mocno wciąga powietrze i gwałtownie je wydycha. Ale, wbrew temu, co sądzą profani, tym sposobem wprawdzie zwiększają zapasu tlenu w płucach (hemoglobina i tak jest nim nasycona, w naturalny sposób, w 97 procentach), lecz skutek jest inny od zamierzonego: Podczas hiperwentylacji z płuc zostaje usunięty (gwałtowne wydechy) dwutlenek węgla, jego ilość we krwi maleje drastycznie, nawet trzykrotnie. A to wcale nie jest takie dobre. Dlaczego? Ponieważ w tkankach, zużywających tlen, powstaje dwutlenek węgla; gdy jego zawartość we krwi przekracza określony fizjologiczny próg, włączają się receptory "nakazujące" oddychanie; płuca "chcą" wyrzucić wówczas dwutlenek węgla i zaczerpnąć powietrza, aby z tego haustu krew pobrała świeży tlen.

Tymczasem, usunięcie wyjątkowo dużej ilości dwutlenku węgla podczas hiperwentylacji opóźnia działanie receptorów, a co za tym idzie, "przegapiają" one moment, gdy już trzeba zasygnalizować konieczność odetchnięcia. Na skutek tego, wprawdzie można dłużej przebywać pod wodą, ale za cenę wyłączenia systemu alarmowego. Taki "nadmiernie przewietrzony" człowiek czuje się świetnie do samego końca, nie czuje, że nadchodzi utrata świadomości; gdzieś tam, kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią. Z powodu hiperwentylacji dochodzi do wypadków utonięcia i utopienia się nawet w basenach.

Nurkowanie w głąb bez oddechu jest sportem więcej niż niebezpiecznym. Ci, którzy już "muszą" go uprawiać, powinni bezwzględnie przestrzegać trzech reguł:

  1. nigdy nie stosować hiperwentylacji
  2. nigdy nie próbować nurkować głębiej niż inni;
  3. nigdy nie nurkować w pojedynkę.

KRZYSZTOF KOWALSKI