Falowanie, rzyganie i dekompresja
Początek był dosyć kiepski, bo nie mogłem się spotkać z kolesiami z
bazy. Mieli po mnie przyjechać ale pomylili miejsca. nie wiem czy to wina
mojego angielskiego czy ich rozkojarzenia, ale szukali mojego hotelu po
drugiej stronie wyspy.
Potem miałem wykupionych jeszcze 5 nurkowań. Pierwsze 3 były w miarę spoko. Ale później zaczął się ostry HC. Uzbierała się grupa międzynarodowa. Ludzie ze Szwecji, Anglii, Walii, Austrii i Finlandii.Każdy miął inny "papier". Najlepszy był gość z Finlandii. Miął w logbooku potwierdzone ponad 100 nurów, a nie miał żadnego potwierdzonego stopnia nurkowego. Trochę trwały przepychani o to kto z kim w parze, kto rządzi itd. , aż wreszcie wypłynęliśmy na nura. Pech chciał, ze była pogoda po lekkim sztormie. My w 9 osób na pontonie, fale konkretne. Towarzystwo rzygało jak koty. Droga zajęła nam pół godziny. Co poniektórzy pozbyli się nie tylko śniadania ale chyba także obiadu z poprzedniego dnia. Jak się zanurzyliśmy, zaczęły się przejścia. Najbardziej zapamiętałem jak facet z Walii na 15m wyjął ustnik i zaczął rzygać. Widoki niezwykle.... Majestatycznie opuszcza cię śniadanie a tu trzeba oddychać. Na kolejnym nurkowaniu zawieźli nas na kamienistą "polanę" z murenami. przewodnik jak tylko tam dopłynął zaczął wydzierać kamienie, żeby tylko dokopać się do jakiej ryby. Mureny dostały szalu. Zaczął się jeden wielki kocioł. Nie wiem do tej pory jak to się stało ze nikt nie został ugryziony. Z wyjściem na powierzchnie także były problemy bo nawet trzymając się liny nie dało się zrobić przystanku przy tak dużych falach. Wyskakiwaliśmy z wody jak delfiny... Podsumowując, niedobrze gdy kasa przysłania divemaster'owi trzeźwe myślenie.
m0ses 10 maja 2002
|